Berlin - Zielona Góra - Lubiąż
Przed nami trzydniowy wyjazd do Berlina. Znów jedziemy na wycieczkę zagraniczną. Zbieramy się wczesnym rankiem pod Urzędem Gminy, gdzie po chwili spośród gałęzi bujnych parkowych drzew wyłania się nasz autobus – dziś jedziemy Setrą. Wielka kolubryna wtacza się dostojnie na przystanek i otwiera swoje podwoje. Przestronny bagażnik mieści nasze walizki z naddatkiem, niemal sami byśmy się w nim zmieścili, ale dla nas przygotowane jest miejsce do góry, w wygodnych fotelach. Autobus promieniuje ciepłem, kierowca dobrze wiedział, jak zadbać o nasze samopoczucie, z lubością poddajemy się jego terapii, jesienny chłód październikowego poranka zostawiamy na zewnątrz i rozgaszczamy się w nowym królestwie, w którym spędzimy najbliższe trzy dni.
Wałbrzych - Szczawno Zdrój
Dziś jedziemy do Wałbrzycha. Wałbrzych znany jest z kopalni, fabryki porcelany i z tego, że kiedyś był miastem wojewódzkim. Można przez niego jechać do Szklarskiej Poręby. I że w pobliżu są góry. Tuż obok leży Szczawno Zdrój, dotyka niemal Wałbrzycha, tak bardzo, że wałbrzyszanie chcieliby nawet, by stało się kolejną dzielnicą Wałbrzycha. Mieszkańcy Szczawna mają jednak inne zdanie w tej sprawie, a poza tym Szczawno jest Zdrój i obie miejscowości żyją odrębnie, obok siebie, i każda ma swoją tożsamość. W Szczawnie na przykład urodził się Gerhart Hauptmann, śląski noblista, którego muzeum mogliśmy niedawno zwiedzać w Jagniątkowie w Karkonoszach. Dziś mamy okazję obejrzeć miejsce, gdzie zaczęła się jego przygoda z literaturą.
Zlaty Chlum - Jesenik
Sezon górski zacząć czas. Kwiecień w rozkwicie, maj na horyzoncie, a my wyruszamy na pierwszą tegoroczną wyprawę górską. Gwoli ścisłości, to drugą, bo raz byliśmy już na Babiej Górze, ale to było znienacka, a do Jesenika jedziemy planowo i dziś oficjalnie rozpoczynamy sezon. Autobus na parkingu przed Urzędem Gminy już czeka, przyjechał dziś wcześniej niż zwykle i od razu zajmujemy miejsca. Szósta na gminnym zegarze się zbliża, miejsca w autobusie powoli się zapełniają i wnet jesteśmy gotowi do wyjazdu. Ogromna maszyna rusza z miejsca, powoli wypełza dębową aleją na główną arterię Zawadzkiego i niczym wąż dołącza do budzącego się ulicznego ruchu sobotniego poranka. Przy PKP zabieramy resztę i ruszamy w stronę Kolonowskiego. We Fosowskiem dołącza do nas Piotr, nasz niezastąpiony przewodnik i opowiadacz i jedziemy na Opole. Kierowca postanawia przejechać dziś nie obwodnicą, ale przez centrum, więc mamy okazję obejrzeć nasze miasto wojewódzkie od środka. W sobotni poranek w Opolu ruchu nie ma dużego, więc przejażdżka jest płynna i przyjemna. Mijamy przebudowywane drogi, przejeżdżamy nad rondem, przebijamy się przez Odrę na lewy brzeg, wpadamy na Zaodrze, po czym skręcamy w lewo w kierunku Winowa, a następnie na Prószków i Prudnik. Z lewej strony nieśmiało zaczynają się wyłaniać wzgórki, wzgórza i góry. Okryte białą kołdrą chmur przebijają je tu i ówdzie i wystawiają swoje czubki ku słońcu. Jest szansa, że nim do nich dojedziemy, przebiją się do końca. Mijamy Biskupią Kopę i wnet wjeżdżamy do Czech – to nasza pierwsza zagraniczna wycieczka w tym roku.
Wiosna w Zimowej Krainie Bajek
To miał być kolejny zwykły, wiosenny wypad w góry. Przez całą zimę planowaliśmy prawdziwie zimowy wyjazd, by zobaczyć szczyty zasypane śniegiem i poczuć klimat dawnych lat. Jednak zima nie chciała pokazać swojego białego oblicza, więc w końcu odpuściliśmy – jazda w góry tylko po to, by zmarznąć, mijała się z celem.
Pilsko 2025
Dziś jedziemy na Pilsko. Wszystko zapięte na ostatni guzik, wszyscy gotowi, prognozy zapowiadają się wyśmienicie, wnet pojawia się nasz busik i równo o szóstej rano ruszamy w trasę. Busik startuje dziś z Kolonowskiego i zabiera grupę stamtąd, w Zawadzkiem dosiadamy się i wyjeżdżamy. Jest jeszcze ciemno, to widoczna oznaka, że lato się kończy, jesień tuż za progiem i wkrótce obejmie przyrodę we władanie. My cieszymy się resztkami letnich promieni i mamy nadzieję wycisnąć je dziś do maksa. Z pogodą zresztą trafiamy w dziesiątkę. Tydzień upłynął pod znakiem chłodu i deszczu, ale akurat dzisiaj słońce postanawia rozświetlić dzień jak tylko może i wycieczka zapowiada się wyśmienicie. Na trasie obserwujemy coraz bardziej rozjaśniającą się noc, nad horyzontem pojawia się jasna poświata, gwiazdy stopniowo wtapiają się w jaśniejącą, niebieską tarczę i tak więc, z uśmiechami na twarzach, jedziemy zdobywać Pilsko.
Pilsko pojawiało się w rozmowach już wcześniej, może warto się tam wybrać, to świetne miejsce widokowe, starzy wyjadacze podpowiadali taki wypad, że to świetny pomysł, w sam raz na akcję znienacka. Nie było pewności, czy będą chętni, czy nazbieramy ludzi na autobus, ale w końcu stało się – zapada decyzja, jedziemy. Lista szybko się zapełnia, wkrótce nawet zaczyna brakować miejsc, pomysł więc wypalił. Dziś zbieramy jej efekty.
Szklarska Poręba - reminiscencje
Cieplice
Dziś jedziemy do Szklarskiej Poręby, na podbój Karkonoszy. Nieco przez nas zapomnianych, trochę w cieniu innych wypraw, ale wspaniałych i pięknych gór. Zwykle nasze szlaki w tym czasie prowadziły w Tatry, tym razem wracamy w krainę Ducha Gór i jego królestwo. Autobus, jak zwykle, podjeżdża pod parking przy gminie, czeka już tu sporo ludzi, wszak miejsca w autobusie zajęte będą wszystkie. Pakujemy torby i walizki i zajmujemy miejsca, sprawdzamy listę, kto jest, kogo nie ma i w końcu wyjeżdżamy. Zawadzkie jeszcze śpi, piątkowy poranek, rześkie powietrze, huta już zamknięta, do sklepów jeszcze czas, na ulicy tylko my i kilka przypadkowych aut. Wyjeżdżamy naszym kolosem na ulicę Opolską i skręcamy w stronę przystanku na PKP. Dziś wszyscy wsiedli przy gminie i pewnie nikogo tam nie będzie, ale i tak dla pewności zaglądamy – nie ma nikogo. Ponownie wyjeżdżamy na główną ulicę i teraz jedziemy już prosto na Kolonowskie, tutaj przy kościele zabieramy kolejną grupkę turystów, a skład kompletujemy we Fosowskiem, gdzie naszą grupę odprawić w trasę osobiście pofatygował się nasz prezes. Chcemy prezesa zabrać ze sobą, jedno miejsce jeszcze znajdziemy, ale ten dziękuje i obiecuje, że będzie nas wspierał z domu. Ruszamy więc w drogę.
Zdobyliśmy Babią Górę
Dziś piąty kwietnia – pamiętna data, nasz pierwszy wysokogórski Rajd Znienacka. Busik już czeka, wszystko zapięte na ostatni guzik i tylko pogoda na ostatni moment jakby się zapomniała, bo prognozy straszą załamaniem i nawrotem zimy. My mamy jednak wszystko przygotowane i nie zamierzamy się wycofać. Zbieramy się pod Urzędem Miasta, gdzie powoli zimna noc ustępuje promieniom budzącego się dnia i mamy nadzieję, że nie będzie tak źle. Jesteśmy w końcu nastawieni na zimowy szturm, wiemy, że na górze będzie śnieg, wiemy, że będzie wiało, wiemy, że może popadać, ale jesteśmy na to wszystko gotowi, góry piękne są nie tylko latem, a my ich zimą dawno nie widzieliśmy, więc chcemy je zobaczyć w śniegu.
Zbieramy się na parkingu, parę minut przed szóstą podjeżdża zamówiony busik, sprawdzamy, czy wszyscy są i wsiadamy. Część ekipy dosiądzie się przy stacji PKP, ruszamy więc by ich zabrać. Pod dworcem jest już jasno i choć słońca nie widać, to niebo sprawia wrażenie dość przyjaznego, spomiędzy białych chmur gdzieniegdzie prześwituje zachęcający błękit i nie jest tak zimno, jak można się było spodziewać. Żeby nie było jednak za dobrze, okazuje się, że zapomnieliśmy o dwóch górołazach, którzy meldowali się pod Urzędem Miasta. Wracamy więc po nich, a nasz kierowca znienacka zmienia plan i zamiast na Strzelce, skręca na Żędowice – pojedziemy inaczej, zamiast oklepanej trasy zwiedzimy dziś nowe miejsca, takie jak Kielcza, Wielowieś, Toszek, Boguszyce, Niewiesze.
Igliczna i Czarna Góra – finał sezonu
Zakończenie sezonu górskiego – Międzygórze, Czarna Góra i Igliczna
Dziś wyruszamy do Międzygórza – to symboliczne zakończenie naszego sezonu turystyki górskiej, sezonu wyjątkowo bogatego w wyprawy i wrażenia. Wędrówkowy finał wieńczymy wejściem na Igliczną i Czarną Górę.
Międzygórze to niewielka, malownicza wieś położona w obrębie Masywu Śnieżnika, licząca niewiele ponad pięciuset mieszkańców. Słynie z licznych drewnianych oraz kamienno-drewnianych budynków w stylu szwajcarskim. Po wojnie powstało tu wiele ośrodków wczasowych – najbardziej znane z nich to „Czarodziejka”, „Gigant”, „Hanka”, „Krokus”, „Mimoza”, „Opolanka” i „Słowik”. Ta charakterystyczna, tyrolska zabudowa wciąż nadaje miejscowości niepowtarzalny urok, choć część dawnych pensjonatów niestety popada w zapomnienie i ruinę.
Sandomierz i jego tajemnice
Do Sandomierza jedzie się zupełnie inaczej. Ani na Strzelce, ani na Opole, ani na Lubliniec. Wyjeżdżamy na Gliwice. I już to jest nowością. Mamy okazję pooglądać Żędowice, potem Kielczę, a rzadko kiedy nasza wycieczka jedzie właśnie tędy. Na dodatek w Kieleczce skręcamy na Tworóg, a to już zaczyna być ciekawe. Co to za trasa? Którędy kierowca zamierza nas przewieźć do Sandomierza? Może przez Tarnowskie Góry? Ominiemy zatłoczony Śląsk? Nie, w Tworogu jedziemy dalej wąską, choć schludną drogą na Brusiek. Tutaj to mało kto już był. Jest więc co oglądać. Co niektórzy postanowili odespać wcześnie przerwaną noc, bo wyjeżdżaliśmy przecież o szóstej rano, a w sobotę o tej porze to najczęściej odsypia się tydzień wstawania do roboty, więc ta część wycieczki nawet nie wie, że mijamy Kalety, ale pozostali mają co oglądać. Z Kalet jedziemy na Woźniki, potem Koziegłowy, tuż za którymi rozciąga się przemile nazywająca się wieś Koziegłówki, potem Kroczyce, Jędrzejów i tak wjeżdżamy do województwa świętokrzyskiego. Prawie wjeżdżamy do Kielc, ale obwodnica pozwala ominąć to duże miasto. Wkrótce po lewej stronie zaczyna się wyłaniać pasmo Gór Świętokrzyskich. Z daleka widać iglicę na Łysej Górze i kawałek kościelnej wieży. Przesuwają się powoli wzdłuż horyzontu i wnet znikają daleko w tyle. Zupełnie jak na autostradzie do Wrocławia, gdzie wzdłuż okien sunie wtedy masywna Ślęża.
Rajd młodzieży szkolnej - Biskupia Kopa
Tradycyjnie raz w roku nasz oddział organizuje wycieczkę górską dla młodzieży szkolnej. W tym roku miał być Stożek, ale ze względów organizacyjnych nastąpiła zmiana i 14 czerwca 60-cio osobowa grupa wyruszyła zdobyć Biskupią Kopę. Pełen autobus młodych ludzi to jest coś, co nas bardzo cieszy. Autobus wyruszył z Zawadzkiego w stronę Kolonowskiego o 7 rano. Spórok był ostatnim miejscem zbiórki i potem mogliśmy już spokojnie zmierzać do celu, czyli do Jarnołtówka, bo tam zaczynała się i kończyła nasza trasa. Od rana pięknie świeciło słońce a temperatura była prawdziwie czerwcowa więc szło się nam bardzo dobrze.
Błędne Skały - 2024
Jest jeszcze ciemno na dworze, a my już na nogach. Dawno nie zdarzyło się nam ruszać na wycieczkę po ciemku. Do siódmej brakuje jeszcze parę minut, a noc jakby postanowiła pozostać dzisiaj na dłużej; to już koniec października i słońce coraz leniwiej wstaje z nocnego odpoczynku. Mimo to na parkingu przed Urzędem Miasta stoi spora grupa zapalonych turystów czekających na autobus na Błędne Skały. To tam właśnie dziś jedziemy. Dołączamy do zgromadzonych, nad urzędem wisi największa planeta układu słonecznego, Jowisz. Jeszcze go widać, ale jego minuty są policzone. Od wschodu niebo zaczyna się przejaśniać, a zaspane słońce coraz śmielej poczyna sobie na nieboskłonie i wkrótce Jowisz utonie w jego blasku. Nim to się stanie, na parking podjeżdża ogromny, biały autobus i zatrzymuje się tuż obok nas. Drzwi się otwierają, a zza nich wita nas kierownik dzisiejszej wycieczki i kierowca, który będzie nas woził. Wskakujemy do środka, zajmujemy miejsca, sprawdzamy, czy wszyscy już są i wreszcie pada komenda: możemy jechać. Kierowca rusza swojego olbrzyma, zakręca na wąskiej drodze i wyjeżdża na główną arterię Zawadzkiego. Podjeżdżamy pod stację PKP, gdzie czeka kolejna grupa turystów, a potem ruszamy w trasę. Zatrzymujemy się jeszcze w Kolonowskiem i Fosowskiem, gdzie kompletujemy skład, a potem już tylko Opole, Nysa i… wycieczka w pełnej krasie.
