Szklarska Poręba - reminiscencje - Muzeum Hauptmanna, Chojnik
Spis treści
Muzeum Hauptmanna, Chojnik
Ostatni dzień naszej wycieczki właśnie się rozpoczyna. Dziś wracamy do domu. Zanim to jednak nastąpi, czeka nas kilka atrakcji. Zaraz po śniadaniu wykwaterowywujemy się z hotelu, ładujemy walizki do autobusu, a kierowca znaną nam już okrężną trasą zjeżdża do miasta. Mijamy po raz ostatni znajome już uliczki, restauracje i jedziemy do Jagniątkowa. W Piechowicach skręcamy w oddaną niedawno do użytku obwodnicę i po paru minutach meldujemy się w Sobieszowie.
Tutaj zostawiamy grupę, która wybiera się na Chojnik. Czwarty, ostatni dzień naszej górskiej przecież wycieczki nie mógł obyć się bez wędrówki pod górę. Tym razem góra była mniejsza, a na jej szczycie nie było tabliczki z nazwą szczytu tylko... zamek, a raczej jego ruiny, ale zachowane w bardzo dobrym stanie. Zamek Chojnik spłonął od uderzenia pioruna w 1675 roku i nigdy nie został w pełni odbudowany. Zachowały się jednak mury obronne, a także wieża widokowa, z której rozpościera się panorama Karkonoszy i Kotliny Jeleniogórskiej. Na dziedzińcu są ławeczki, gdzie można usiąść wysłuchać historii i legend związanych z zamkiem. Czekaliśmy na opowieść o Kunegundzie, ale czas nas gonił i nie udało nam się dowiedzieć, dlaczego podobno do dziś straszy w tym miejscu.
Reszta grupy jedzie do Jagniątkowa wąską i krętą drogą. Parkujemy na sporym parkingu tuż pod samą posiadłością Hauptmanna i wysiadamy. Po drugiej stronie mieści się jego muzeum. Placówka zajmuje willę niemieckiego pisarza i laureata nagrody Nobla w 1912 r. Masywny, podobny do zamku dom, będący architektonicznie mieszanką historyzmu i neorenesansu, został zbudowany w latach 1900–1901 według projektu berlińskiego architekta Hansa Grisebacha.
Posadowiona na granitowej skale siedziba, zwana Łąkowym Kamieniem (Wiesenstein), otoczona jest parkiem o powierzchni ok. 1,6 ha i powstała w zamyśle jako willa widokowa, z której rozpościera się panorama Karkonoszy. Pisarz zamieszkiwał tu od roku 1901 aż do swej śmierci w roku 1946. Rezydencja stanowiła dla pisarza i jego rodziny schronienie między dłuższymi pobytami na wyspie Hiddensee i we Włoszech. Nazywana przez niego „zamkiem sprzeciwu i obrony” była dla niego miejscem ucieczki przed towarzyskim wirem Berlina i publicznym zainteresowaniem. Określał ją także „odbudową mojej duszy”, twierdząc, że kto wchodził w tę „świątynię duszy”, otrzymywał wgląd we wnętrze jego twórczej osobowości.
Przez prawie pół wieku willa Łąkowy Kamień była także centrum życia kulturalnego i towarzyskiego dla wielu twórców, pisarzy, intelektualistów, artystów z kręgów karkonoskich i berlińskich, a także miejscem słynącym z cennych zbiorów sztuki.
Po śmierci pisarza pojawiło się wiele koncepcji wykorzystania budynku. Ostatecznie utworzono tu Ośrodek Wczasów Dziecięcych „Warszawianka”, który do roku 1997 przyjmował dzieci i młodzież na pobyty feryjne i zielone szkoły. Tuż po przełomie w 1989 r., w myśl wspólnego oświadczenia Kanclerza Niemiec Helmuta Kohla oraz Premiera RP Tadeusza Mazowieckiego, postanowiono o utworzeniu w tym miejscu muzeum poświęconego nobliście. Po komunalizacji willa została, dzięki wsparciu Rządu Federalnego RFN i Fundacji Współpracy Polsko-Niemieckiej, poddana gruntownym zabiegom remontowym i restauracyjnym i ostatecznie zmieniła swoje przeznaczenie. W dniu 1 września 2001 r. podczas uroczystości z udziałem Premierów Polski i Saksonii oficjalnie otwarto Dom Gerharta Hauptmanna jako instytucję kultury Miasta Jelenia Góra. Zamiar nadania placówce prestiżu muzeum udało się zrealizować dopiero po 4 latach i od 1 maja 2005 r. instytucja ta działa jako Muzeum Miejskie Dom Gerharta Hauptmanna.
W muzeum spędzamy ponad godzinę. Oglądamy gabinet pisarza, dawną bibliotekę, salę kominkową, dawną jadalnię oraz przede wszystkim hol w całości zdobiony polichromią wykonaną w 1922 r., zwany ze względu na tematykę malowideł „Halą Rajską”. To właśnie ta polichromia robi na zwiedzających największe wrażenie, zwłaszcza przybywających tutaj pierwszy raz.
Po zwiedzeniu muzeum zjeżdżamy autobusem do Sobieszowa, zabieramy grupę z Chojnika i jedziemy do Jeleniej Góry. Tutaj tracimy pół godziny na znalezienie parkingu, który jest oznaczony na mapie i prowadzą do niego znaki na drodze, ale sto metrów przed nim się urywają, na dodatek prowadzą ze złej strony. Po kilku kółeczkach podjeżdżamy jednak z właściwiej strony i odnajdujemy parking w ostatniej chwili, schowany w zarośniętej łące. Skręcamy, mamy cały parking dla siebie, ani jednego auta (widocznie nikomu oprócz nas nie udało się go znaleźć). Bijemy brawa kierowcy jemu przypisując zasługę znalezienia parkingu i ruszamy na rynek. Rynek jest bliziutko, 10 minut piechotą, ale że jesteśmy trochę spóźnieni, nie mamy czasu na zwiedzanie, tylko od razu szukamy obiadu. Wyjątek stanowi Iwona, która postanowiła wejść na wieżę widokową niedaleko ratusza i to kosztem pustego żołądka do końca wyprawy, ale czegóż się nie robi dla turystyki. Dzięki temu my jesteśmy najedzeni, a widoki z wieży i tak obejrzeliśmy na zdjęciach Iwony. Może musielibyśmy Iwonie zrewanżować się obiadem?
O wpół do czwartej meldujemy się przy autobusie i tym razem żegnamy się z górami już na dobre. Karkonosze nikną za tylną szybą, po drodze mijamy jeszcze Ślężę i wieczorem dojeżdżamy do Zawadzkiego. Cali i zdrowi, wzbogaceni o nowe przeżycia i doświadczenia, uśmiechnięci i zadowoleni. Na następną wycieczkę też pojedziemy.
