Szklarska Poręba - reminiscencje - Śnieżne Kotły i Szrenica

Ireneusz Ludwig, Mirosława Kądziołka, Iwona Smieszkol Utworzono .

Spis treści

Śnieżne Kotły i Szrenica

Kolejna grupa na Wodospadzie KamieńczykaTrzecia grupa turystów wychodzi w trasę zaraz po śniadaniu. Zmierzamy w stronę Wodospadu Kamieńczyka. Mijamy po drodze Krucze Skały, gdzie na chwilę się zatrzymujemy. Później mijamy dziś już ruiny Huty Szkła Julia i wchodzimy w las. Odtąd to on będzie naszym towarzyszem prawie przez cały dzień. Dochodzimy do Rozdroża pod Kamieńczykiem, skąd rozpoczynamy wspinaczkę na wodospad. Podobnie, jak poprzednia grupa, schodzimy do wąwozu i podziwiamy wodospad od dołu. Mamy szczęście, bo kolejki do zejścia nie ma, a bywają dni, że trzeba czekać nawet godzinę, by zejść na dół. Nam się dzisiaj udało. Nasączeni orzeźwiającą mocą spadającej wody zbieramy się na górnym tarasie i przygotowujemy do wejścia na Szrenicę. Głównie mentalnego.Schronisko Kamieńczyk Niektórzy będą tu wspinać się pierwszy raz i kompletnie nie mają pojęcia, czego się spodziewać. Starzy bywalcy uspokajają, że wszyscy dadzą radę, czasu mamy sporo, a Karkonosze to góry niemal rodzinne, jakby specjalnie dla tego stworzone. Spoglądamy jeszcze w drugą stronę, a tam, na przeciwległej krawędzi doliny Szklarskiej Poręby sterczy wieża widokowa na Wysokim Kamieniu. Wkrótce zawita na niej druga grupa naszej wycieczki. Jeszcze ich tam nie ma, oni dopiero wychodzą, ale machamy im już na zapas, jak dojdą, może zobaczą. Jeszcze pieczątki do książeczek, zbieramy się, liczymy i… droga w górę.
Na Hali SzrenickiejNa samym początku trafiamy na budkę KPN. Musimy kupić bilety. Jedenaście złotych od osoby, ale widać, że szlaki wyremontowane, nasze pieniądze nie trafiają w próżnię. Zaczynamy wspinaczkę. Droga szeroka, wyłożona kamieniami, wije się wśród lasów to w lewo, to w prawo. Co chwilę wyłania się kolejny zakręt, a to powoduje, że długie podejście wydaje się ciekawsze. Zza zakrętu wyjeżdża jakieś auto. To służby KPN zjeżdżają ze schroniska. Skoro autem tu można wjechać, to my piechotą dopiero damy radę. Grupa się rozciąga, mozolnie zdobywamy kolejne metry. Las dokoła robi się jakby trochę niższy, drzewa już nie takie wysokie, a to niechybnie oznacza, że jesteśmy coraz wyżej.
Wychodzimy na kawałek prostej, z góry wypadają promienie słoneczne, a po prawej stronie wyłania się malutkie miejsce z ławeczkami i stolikami. Bez wahania skręcamy i nabieramy sił do dalszej wędrówki. Reszta grupy z dołu też dochodzi. Jesteśmy na wysokości 1000 metrów, ale tutaj tabliczki też nie ma. Szkoda.
Każdt prawdziwy turysta musi tutaj mieć zdjęcieIdziemy dalej. Kamienne wyłożenie trasy ustępuje wkrótce miejsca trylince, szlak staje się niemal gładki i wreszcie oczom naszym ukazuje się widok schroniska na Hali Szrenickiej. Tego widoku mi brakowało, słyszymy gdzieś z boku i od razu wstępują w nas nowe siły. Jeszcze chwila i wychodzimy z lasu, a z tyłu ukazuje się wspaniały widok na Szklarską Porębę i Góry Izerskie. Wysoki Kamień już taki jakiś mały się zrobił, a my po chwili przystajemy przy schronisku. Od teraz możemy powiedzieć, że jesteśmy już w górach. Dokoła przepiękne widoki. Linia lasu kończy się mniej więcej na wysokości schroniska, patrzymy w górę, a tam już kosodrzewina i gdzieś pomiędzy jej gałęziami pokazuje się dach schroniska na Szrenicy. Jeszcze trochę drogi przed nami. Zbieramy siły i ruszamy w dalszą drogę. Okrążamy schronisko i pniemy się dalej w górę. Wysokości przybywa z każdym krokiem. Wkrótce dochodzimy do Granicznej Łąki. Tu rozchodzi się czerwony szlak z wejściem na Szrenicę, a na jego środku stoi graniczny słupek. Jesteśmy przy czeskiej granicy. Mówimy wszystkim, że jest tu taka tradycja, że każdy porządny turysta musi na tym słupku mieć zrobione zdjęcie, wszyscy więc po kolei wskakują na słupek i robimy serię zdjęć. W tle budynek schroniska, będzie fajna pamiątka. Po zakończeniu sesji zdjęciowej wchodzimy już na samą Szrenicę. 1362 m wysokości, to pierwszy nasz poważny szczyt wyprawy w Karkonosze. Na szczycie mieści się schronisko, ale my najpierw idziemy na taras widokowy, na samym wierzchołku, by móc z czystym sercem powiedzieć, że Szrenicę zdobyliśmy.
Jesteśmy na SzrenicyPo dojściu na sam szczyt przed oczami otwiera się zamknięty dotychczas widok na Kotlinę Jeleniogórską i pasmo Karkonoszy. Z prawej strony podziwiać możemy czeski krajobraz, z przodu maluje się Szrenicki Kocioł, a za nim zbocza Łabskiego Szczytu, zza którego wyłania się dawne schronisko na Śnieżnych Kotłach, dzisiejsza stacja przekaźnikowa. Na lewo rozciąga się ogromna dolina, w środku której widać Jelenią Górę, nieco bliżej dostrzec można Chojnik, a dalej Piechowice, Szklarską Porębę, zaś po lewej wszystko zamykają Góry Izerskie z Wysokim Kamieniem. Przy dobrej pogodzie widać stąd Sky Tower we Wrocławiu, dziś jednak horyzont jest zamglony i Wrocławia nie widać.
Zastygamy na szczycie Szrenicy, podziwiamy widoki, pogoda nam dopisała. Z przykrością zauważamy, że na szczytowej grupie skał postawiono antenę telewizyjną i ogrodzono barierkami. Przy okazji zamknięto dojście do pamiątkowej tablicy w skale, przy której można było sobie zrobić zdjęcie na Szrenicy. Ktoś zawłaszczył naszą górę?
TwarożnikNiezrażeni trudnościami i tak robimy pamiątkowe zdjęcie, zaglądamy jeszcze do schroniska, ale tam ciemno i pełno ludzi, więc zbieramy się w dalszą drogę. A tej jeszcze sporo przed nami. Najpierw przebijamy się przez pasmo kosodrzewin na zboczu Szrenicy, gdzie dochodzimy do czerwonego szlaku, który wiedzie nas już prosto na Śnieżne Kotły. Po drodze mijamy Twarożnik, grupkę skalną wyraźnie sterczącą obok szlaku. Można na nią wejść, ale przy samej górze trzeba przekroczyć dość sporą szczelinę i nie każdy jest psychicznie gotowy na takie wyzwanie. Widzimy jednak, że na górze ktoś stoi, więc da się tam wejść. Próbę podejmuje Grzesiu. Stawia jedną nogę, potem drugą, cofa się, próbuje jeszcze raz i toczy walkę z samym sobą. Mówimy mu, ratuj honor grupy. Po dłuższej chwili wreszcie wygrywa i pokonuje wyzwanie – staje na szczycie z rękami uniesionymi w geście zwycięstwa. Honor grupy został uratowany, Twarożnik zdobyty.
Łabski SzczytIdziemy dalej szerokim płaskowyżem. Po prawej stronie rozciąga się widok na czeską stronę Karonoszy. Na jego końcu wyłania się Kotel i Harrachowy Kamen. Obie góry mają ponad 1400 metrów, a my kierujemy się ku Czeskiej Budce, gdzie mijamy Małgosię, która wybrała się samodzielnie zielonym szlakiem na Śnieżne Stawki, Śmielec i Wielki Szyszak, a teraz wraca górą. Spotykamy się na szlaku, robimy zdjęcie i rozchodzimy. Wkrótce docieramy do Łabskiego Szczytu, pod którym zatrzymujemy się na krótką pauzę. Ma on bardzo wdzięczną czeską nazwę, Violik. Mierzy 1472 m n.p.m i jest jak na razie najwyższym szczytem naszej dzisiejszej trasy. Stąd do Śnieżnych Kotłów jest już bardzo blisko. Zamek, dawne, duże schronisko widać już bardzo dobrze, jest jak na wyciągnięcie ręki. Jego czerwony dach i charakterystyczna wieża tworzy niepowtarzalny kształt nieodparcie przywołujący na myśl zamek, stąd sporo ludzi tak go nazywa. Dziś mieści się w nim ośrodek radiowo-telewizyjny. Dawniej było to piękne schronisko stojące na krawędzi urwiska Śnieżnych Kotłów. Po wojnie spłonęło, po czym przerobiono je na stację przekaźnikową i tak jest do dziś.
Śnieżne KotłyPodchodzimy do niego, a w powietrzu czuć napięcie. Emocje rosną, dochodzimy do celu naszej wędrówki. Wkrótce stajemy nad krawędzią i oczom naszym ukazuje się ogromny kocioł, pełen skalnych urwisk, pionowa ściana, popękane skały i daleko w dole pozostałości po masywie, który dawno temu oderwał się od reszty i zjechał w dół tworząc ów kocioł. Kotły są dwa, my oglądamy tutaj jeden, większy. Drugi, mniejszy można obejrzeć z dołu. Wielki Śnieżny Kocioł ma głębokość ok. 250 metrów, a wysokość ścian sięga 150 metrów. Ściany pocięte są siedmioma żlebami, u wylotu których narosły stożki usypiskowe. Dno kotła leży na wysokości 1245 m n.p.m. Na dnie kotła znajdują się trzy okresowo wysychające jeziorka polodowcowe o nazwie Śnieżne Stawki. Doskonale je widzimy. Wyglądają z góry, jak małe kałuże. Obok nich ciągnie się pofalowana biała nitka, po której spacerują mrówki. To właśnie zielony szlak i wędrujący po nim turyści.
PTTK Zawadzkie na "Zamku" na Śnieżnych KotłachŚnieżny Kocioł obramowany jest szlakiem turystycznym z łańcuchami i barierkami przy kilku widokowych tarasach. Obchodzimy je wszystkie, a widok na każdym następnym jest coraz bardziej niesamowity. Oglądamy ogrom skalnego urwiska, spoglądamy w dół, dostrzegamy coraz to nowe miejsca, z których obsypują się skały, można je poznać po jaśniejszej barwie i świeżych „okruchach” rozsypanych poniżej. Na ostatnim tarasie można zrobić fajne zdjęcie na tle kotłów i zamku z tyłu. Patrzymy na wiekowe granie, na popękane skały i zastanawiamy się, jak one stoją jedne na drugich i się nie zawalą. Stoją jednak nieprzerwanie i nie straszne im deszcze, wichury. Trwają nieporuszone i niewzruszone.
Śnieżne Kotły - Czarcia AmbonaJesteśmy tu już prawie godzinę. Tak szybko tu mija czas. Dopiero co przyszliśmy, a pora ruszać już dalej. Spotykamy się przy Czarciej Ambonie, jeszcze pamiątkowe zdjęcie i ruszamy w drogę powrotną. Tym razem skręcamy żółtym szlakiem na Schronisko pod Łabskim Szczytem. Droga wiedzie ukośnym trawersem w dół, mijamy Łabski Szczyt tym razem z jego drugiej strony, za nim ukazuje się sylwetka Szrenicy, ale zupełnie inna, jakaś mała, malutka, a przecież pamiętamy ją jako ogromną górę, gdy wchodziliśmy na nią z Hali Szrenickiej. Mijamy rumowisko skalne, a po prawej stronie pojawia się zielony dach schroniska. Z boku rozciąga się rozległy widok na Szklarską Porębę i Jelenią Górę, jak przystanąć, to widać też Chojnik i tak schodząc i podziwiając widoki dochodzimy do Schroniska pod Łabskim Szczytem. To świetny punkt wypadowy w Karkonoskie wyprawy. Schodzi się tutaj aż sześć szlaków turystycznych i każdy z nich jest niepowtarzalny. My dzisiaj zamierzamy tutaj jedynie zjeść bigos, z którego schronisko jest znane, ale niestety nie ma go dzisiaj w menu, a poza tym przy większości pozycji dopisano już „brak”. Ludzi tutaj też dużo, więc tylko trochę odpoczywamy i schodzimy do Szklarskiej Poręby. Trasa wiedzie żółtym szlakiem, prostym, ale stromym i dość długim. Dochodzimy do rozwidlenia pod Starą Drogą, gdzie wpadamy w karkołomny odcinek kamiennej ścieżki, wymagającej dość sporej uwagi i ekwilibrystyki nożnej. Po pokonaniu tego odcinka wychodzimy na łatwą już drogę i wnet wychodzimy z lasu na skraju Szklarskiej Poręby. Musimy jeszcze przejść całe miasteczko. Po drodze zatrzymujemy się w Habanero, gdzie serwują świetną pizzę i gyrosa, dziś to będzie nasz obiad. Po posiłku wracamy do schroniska i tak drugi dzień naszej wyprawy dobiega końca.

Dodaj komentarz

Forum jest dla ludzi kulturalnych. Nie obrażaj innych, bądź grzeczny.

Kod antyspamowy
Odśwież

Reklama