Berlin - Zielona Góra - Lubiąż - Lubiąż

Ireneusz Ludwig Utworzono .

Spis treści

Lubiąż

Ostatni dzień wycieczki rozpoczyna się leniwie. Wstajemy z łóżek w poczuciu dobrze „odbytej” wycieczki, Zielona Góra zwiedzona, Berlin zdobyty, nikt nie przegrał, wszyscy wygrali. Rozsypujemy się indywidualnie w mniejszych i większych grupkach i smakujemy Zielonej Góry na własną rękę. Niedzielny poranek w Zielonej Górze wita ciszą i spokojem, jakby całe miasto odpoczywało po tygodniu pełnym wrażeń. Po intensywnej wycieczce do Berlina spacer po tutejszych uliczkach wydaje się powrotem do innego rytmu – wolniejszego, bardziej swojskiego. Powietrze pachnie winoroślą i świeżo zaparzoną kawą z pobliskich kawiarenek, a pierwsze promienie słońca miękko oświetlają kamienice i wzgórza wokół starówki. Miasto jeszcze śpi, ale w tej ciszy czuć jego delikatne ciepło – znajome, spokojne, zupełnie inne niż głośny, monumentalny Berlin. To moment oddechu, czas na poukładanie wrażeń, zanim znów wciągnie codzienność. Odwiedzamy ponownie palmiarnię, a potem… potem nadchodzi zwrot akcji.
Zielona Góra - tuż przed odjazdemRobi nam się godzina wolnego czasu ekstra, więc ktoś rzuca pomysł, że może by tak wyjechać wcześniej i zwiedzić jeszcze coś po drodze. Mirosława podchwytuje myśl i proponuje Lubiąż. Tam jest pocysterski klasztor, warty zwiedzenia, i może nawet otwarty. Podczas gdy towarzystwo wycieczkowe raczy się kawą w hotelu, szefostwo wycieczki łapie za telefony – w ruch idą mapy, wyszukiwarki i strony z godzinami otwarcia. Mirosława wie doskonale, co kryje klasztor w Lubiążu – ogromne barokowe gmachy, historia zaklęta w murach i wnętrza, które zapierają dech – ale nie wiemy, czy dziś się tam dostaniemy. Czy jest otwarte? Czy to w ogóle po drodze? Czy da się tam wjechać autobusem? W powietrzu miesza się niepewność z ciekawością, a każda kolejna informacja przybliża decyzję – ruszamy czy nie? Jak to często bywa w podróży, plan rodzi się z przypadku, a najlepsze pomysły z odrobiny improwizacji. Kierowca wreszcie mówi, że da radę, można jechać. Klasztor co prawda będzie zamknięty, ale już sam widok z zewnątrz ma być wart drogi: monumentalna, barokowa fasada rozciągająca się setkami metrów, z wieżami górującymi nad doliną Odry. Nawet jeśli nie uda się zajrzeć do środka, oglądanie klasztoru z zewnątrz obiecuje niezwykłe wrażenia.
Klasztor w LubiążuNo więc jedziemy. Zostawiamy w Zielonej Górze miłe wspomnienia i ruszamy w poszukiwaniu dalszych przygód. Po drodze przebijamy się przez kilka deszczowych chmur, spomiędzy których uśmiecha się do nas chylące się powoli ku zachodowi słoneczko. W pewnym momencie na firmamencie rozciąga się kolorowa tęcza jakby chciała nas pozdrowić. Przed Legnicą zjeżdżamy z ekspresówki i lokalnymi już trasami zmierzamy do Lubiąża. Wreszcie za jednym z zakrętów, gdy zostawiamy prowadzący nas las z tyłu, wyłania się ogromna budowla. Czy to to? Wygląda na ogromne. Położone kilkadziesiąt metrów od drogi, otoczone łąkami, z tyłu pochylają się ogromne drzewa, a przy drodze niewielki parking. Autobus zatrzymuje się i zjeżdża. Lubiąż - klasztorWysiadamy i z niedowierzaniem spoglądamy w kierunku budowli i – nagle zapiera nam dech. Ogromne mury ciągną się w nieskończoność, skrzydła budynku rozciągają się daleko wzdłuż drogi, a potężne wieże górują nad krajobrazem niczym strażnicy historii. Trudno objąć wzrokiem całą jego wielkość, a każdy detal fasady – okna, zdobienia, łuki – wydaje się maleńki wobec rozmiarów całego kompleksu. W grupie rozlega się cichy szept zachwytu, ktoś nieśmiało chwyta za telefon, inni stoją w milczeniu, próbując wchłonąć to, co widzą. Nawet z tej odległości rozmiar klasztoru wywołuje uczucie zdumienia i niedowierzania – jakby nagle wszystko, co znaliśmy do tej pory, stało się mniejsze i mniej istotne wobec tej przestrzeni. Wczorajszy Berlin przy tym wydaje się niemal znikomy, jego szerokie ulice i budynki bledną w porównaniu z tym, co rozpościera się przed naszymi oczami. To moment, który łączy podziw, respekt i radość, że możemy stanąć tu razem i patrzeć na coś tak wyjątkowego.
Nasza grupa na tle kolosa z LubiążaJuż nikt nie ma wątpliwości, że przyjazd tutaj był dobrą decyzją. Podchodzimy pod olbrzymie mury i ciągle nie możemy uwierzyć, że coś takiego znajduje się tak blisko naszych domów. Przecież to zaledwie 200 kilometrów. A my przejechaliśmy pół świata, zajrzeliśmy do Berlina i w głowie zaczyna kiełkować wątpliwość, czy ten cały Berlin był w ogóle potrzebny?
Lubiąż - klasztorIdziemy wzdłuż trzykondygnacyjnej fasady, która zdaje się nie mieć końca i podziwiamy jej barokowe detale. Przy ścianie ustawione rusztowanie, cały klasztor jest odnawiany i całe szczęście, bo nie wolno pozwolić, aby taki obiekt popadł w ruinę. Przecież to jest większe niż Wawel!
Spacer wokół klasztoruDochodzimy do końca fasady, przed nami wyłania się kolejna, jeszcze większa! Jej końca nawet nie widać. W dali sterczą końcówki dwóch wież, jeszcze nie wiemy, jakich, trzeba podejść bliżej, żeby zobaczyć, ale wnet tracimy z pola widzenia początek fasady. Klasztor jest tak ogromny, że przerasta możliwości człowieka do jego ogarnięcia i zbudowania spójnego obrazu. Nie da się, po prostu się nie da. Przytłacza w każdym calu. Nie da się nawet zrobić porządnego zdjęcia naszej wycieczki, bo albo my nikniemy w kadrze całego klasztoru, albo jego ogrom sprawia, że on sam nie mieści się w jednym ujęciu. Każdy, kto próbuje ustawić się z aparatem, szybko odkrywa, że skalę i rozmach budowli można uchwycić tylko w rzeczywistości, a nie na fotografii – dlatego najlepiej po prostu stać i patrzeć, chłonąc każdy detal na własne oczy.
Karczma CysterskaStojąc przed klasztorem w Lubiążu, trudno oderwać wzrok od jego rozległych murów – każde skrzydło, każda wieża zdaje się opowiadać własną historię. Choć ogromny w skali, budynek nie przytłacza, bo jego ogrom przeplata się z niezwykłą precyzją detali: ornamenty, rzeźby, misternie zdobione okna i łuki przyciągają wzrok i pozwalają odkrywać coś nowego przy każdym spojrzeniu.
Cisza wokół potęguje wrażenie – widać, że miejsce było świadkiem setek lat życia zakonnego, ceremonii i codziennych trosk mnichów. Każda fasada, choć rozciągnięta na setki metrów, ma w sobie bogactwo detali i finezję, która zmusza do zatrzymania się i wnikliwego oglądania. Nawet bez wejścia do środka można poczuć ducha historii, który wypełnia te przestrzenie, i zrozumieć, dlaczego klasztor Lubiąż uchodzi za jedno z najważniejszych dzieł architektury barokowej w Polsce.
Chwila przerwy w Karczmie CysterskiejObchodzimy klasztor dokoła. Po drugiej stronie odkrywamy dziką plantację chmielu, a sam klasztor ma już cztery kondygnacje. Wydaje się jeszcze potężniejszy. Zza murów obronnych częściowo dostrzec można dziedziniec wewnętrzny i czubki jego zabudowy. Dwie wieże, które obserwowaliśmy wcześniej, okazują się być początkiem kościoła, którego szczyt nawy widzimy z tej strony. Miejsce jest niesamowite. I to wcale nie jest tak, że my jesteśmy ze wsi i mało świata widzieliśmy i wszystko nam się wydaje duże. Ten klasztor jest naprawdę wielki. I ilekroć się to podkreśli, tylekroć to jego wielkości nie będzie oddawało. W rzeczy samej, klasztor ten jest jednym z największych zabytków tej klasy w Europie, jest największym opactwem cysterskim na świecie i drugim co wielkości obiektem sakralnym na świecie! Wystarczy? Ma kubaturę trzykrotnie większą od Zamku Królewskiego na Wawelu, powierzchnia dachów zajmuje 2,5 hektara, długość fasady wynosi 223 metry i jest to najdłuższa fasada barokowa w Europie! W krypcie pod gotycką bazyliką znajdują się nagrobki Piastów Śl. (m. in. Bolesława Wysokiego) oraz mumie opatów cysterskich i zakonników. Do dziś w dobrym stanie zachowało się 98 mumii.
Grupa PTTK Zawadzkie pod klasztorem w LubiążuNie dane nam było obejrzeć wnętrza opactwa. Do zwiedzania udostępnionych jest kilka sal, a jak sprawdzaliśmy w internecie, jest w nich co oglądać. Koniecznie musimy tu przyjechać jeszcze raz, ale już omijając Berlin.
W pobliżu opactwa funkcjonuje restauracja cysterska, na którą przerobiono jedną ze stodół. Można w niej zjeść obiad, wypić piwo, pokosztować się deserem. Nasza wycieczka skwapliwie korzysta z okazji.
Lubiąż w blasku popołudniowego słońcaSpacerując po terenie wokół klasztoru w Lubiążu, chłoniemy nie tylko sam budynek, ale i rozległy park oraz otoczenie, w którym harmonijnie wpisują się pozostałe budynki cysterskie. Aleje w parku wiją się między starymi drzewami, tworząc przyjemny cień i wprowadzając spokojny rytm spaceru. Każdy budynek – gospodarczy, mieszkalny czy użytkowy – ma swój charakter, a ich układ pokazuje przemyślaną organizację klasztoru jako samowystarczalnej społeczności. W tym spokojnym otoczeniu łatwo poczuć pełnię miejsca – rozległość głównego klasztoru łagodzona jest zielenią, drobnymi detalami architektonicznymi i ciszą, która sprzyja refleksji. Każdy krok odsłania nowe perspektywy, a mieszanka przyrody, architektury i historii sprawia, że spacer staje się prawdziwym doświadczeniem, gdzie każdy zakątek wydaje się mieć swoją opowieść.
Lubiąż - wieże kościoła klasztornegoSpacerując dalej, natrafiamy na stare, zamurowane wejście, które od lat pozostaje zamknięte. Trudno powiedzieć, do czego dokładnie służyło – może prowadziło do dawnych cel mnichów, może do magazynów czy prywatnych komnat opata albo nieoficjalnych odwiedzin. Zamurowane, lekko omszałe, przyciąga wzrok i budzi wyobraźnię, zachęcając do domysłów o życiu, które toczyło się za tym murem wiele stuleci temu. Nawet w tej ciszy i spokoju można poczuć echo dawnych kroków i codziennych rytuałów, które kiedyś wypełniały klasztorne korytarze.
Gdyby nie harmonogram jazdy naszego kierowcy, moglibyśmy tu zostać nawet do jutra, tak fantastycznym okazał się klasztor w Lubiążu, niestety musimy się zbierać. Kierowniczka wycieczki zbiera grupę, liczymy w autobusie, czy wszyscy są i jedziemy, teraz już do Zawadzkiego. Na dobrą sprawę, przestało być oczywiste, czy nasza wycieczka była naprawdę do Berlina. Owszem, byliśmy w nim, zwiedziliśmy go, ale niespodziewany przystanek w Lubiążu poruszył fundament. Berlin jest ogromny, ale Lubiąż w jakiejś mierze bije go na głowę.
Po zakończeniu wycieczki przeprowadziliśmy ankietę, co zrobiło na nas największe wrażenie. Klasztor w Lubiążu wygrał w cuglach, zdecydowanie bijąc na głowę pozostałe atrakcje.

Dodaj komentarz

Forum jest dla ludzi kulturalnych. Nie obrażaj innych, bądź grzeczny.

Kod antyspamowy
Odśwież

Reklama