Berlin - Zielona Góra - Lubiąż - Berlin

Ireneusz Ludwig Utworzono .

Spis treści

Berlin

Do Berlina wyjeżdżamy wczesnym porankiem. Do grona dołącza nowy przewodnik, który będzie nas oprowadzał po stolicy Niemiec. Dojazd do Berlina zajmuje nam dwie godziny. Po drodze mijamy Krosno Odrzańskie, Cybinkę, a później od Frankfurtu pędzimy do samego Berlina już autostradą.
Karl-Marx-AlleeZwiedzanie zaczynamy za szybami autobusu. Pan przewodnik siedzi na przednim siedzeniu tuż obok kierowcy i mówi mu „teraz w lewo”, „teraz w prawo”, a biedny kierowca kombinuje, jak zmieścić nasz potężny bus w coraz węższe i bardziej kręte berlińskie drogi. Im bliżej centrum, tym większą ekwilibrystyką musi się wykazać, ale staje na wysokości zadania, za co na koniec, po powrocie do Zielonej Góry, zostaje nagrodzony gromkimi brawami. Z takim kierowcą można jechać wszędzie.
Wjeżdżamy więc na Karl-Marx-Alee, odpowiedź socjalistycznej części Berlina na uchodzącą za symbol Berlina aleję Unter den Linden. Ta sztucznie zaszczepiona architektura mimo politycznych powinnowactw zachwyca swoim ogromem i prostotą. Jadąc tą trasą, od razu czuć ogrom – szeroka ulica rozciąga się przed oczami jak scenografia z innego świata. Masywne budynki w stylu socrealistycznym stoją w idealnej symetrii, z pilastrami, ornamentami i detalami, które wyglądają jakby były żywcem wyjęte z planu filmowego. Każdy krok po tej alei przypomina przechadzkę po wystawie: wszystko jest uporządkowane, przemyślane, a jednak nieco sztuczne.
Kolor cegły, ciepły beż elewacji i monumentalne latarnie uliczne nadają miejscu pewnej surowej elegancji, ale też dystansu. Trudno uwierzyć, że to prawdziwe miasto – ulica wydaje się narzuconą wizją, sceną, na której życie mieszkańców jest tylko epizodem. Choć przestrzeń przytłacza, jej idealne proporcje fascynują: symetria, rytm fasad, rozmach skali – wszystko mówi o idei, o planie, o wizji, której celem nie była integracja z miastem, lecz demonstracja potęgi i porządku.
Berlin - KatedraKarl-Marx-Allee w Berlinie to miejsce niezwykłe: piękne w swojej monumentalności, ale jednocześnie obce, jakby odklejone od codziennego życia miasta. Spacer tu to jak wędrówka przez czas i ideologię, gdzie każdy krok przypomina, że architektura potrafi zachwycać i intrygować, nawet gdy jest świadomie sztuczna.
W takiej też atmosferze skręcamy na Karl-Liebknecht-Strasse i mijamy słynną wieżę telewizyjną. Być w Berlinie i nie zobaczyć jej to jak zbrodnia na turystyce. Kilka przecznic dalej i zatrzymujemy się obok berlińskiej katedry. Wysiadając z autobusu jesteśmy przytłoczeni jej wielkością i ogromem. Choć dopiero co oglądaliśmy potężne kolosy stylu socrealistycznego, to ten ogrom przytłacza inaczej. Tutaj monumentalność staje się bardziej intymna – fasady katedry, choć ogromne, otaczają przestrzeń placu, tworząc poczucie skupienia, a nie rozciągniętej sceny. W przeciwieństwie do sztucznej symetrii Karl-Marx-Allee, tu wrażenie potęgi wynika z detalu, kopuł i ornamentów, które wciągają spojrzenie i sprawiają, że człowiek czuje się częścią monumentalnej, ale żywej przestrzeni.
Zamek w BerliniePo przeciwnej stronie spoglądają na nas mury zamku w Berlinie. Czyściutkie i nowiutkie – zamek postawiony jest od nowa, od zera. Po drugiej wojnie został uznany przez NRD-owskie władze za symbol „pruskiego imperializmu” i wyburzony, a na jego fundamentach w latach 70-tych ubiegłego wieku postawiono Pałac Republiki. Po zjednoczeniu Niemiec losy ponownie się odwróciły o 180 stopni i najpierw zburzono NRD-owską budowlę, a później przystąpiono do odbudowy pierwotnej substancji zamku. Odbudowę zakończono w 2020 r., nie dziwi więc wszechobecna świeżość. Obecnie w zamku mieści się muzeum sztuki oraz hotel.
Wystawa zamkowaZ zamku ruszamy na aleję „Pod Lipami”. Przed nami wyłania się Fryderyk II Wielki, który na ogromnym koniu przypomina o swoim wkładzie w historię Prus. To właśnie za jego rządów Prusy stały się jednym z najpotężniejszych państw w Europie. Fryderyk wygląda, jakby chciał wjechać na Uniwerystet Humboldta mieszczący się tuż obok.
Na skrzyżowaniach musimy poczekać na zielone światło, ale jest ono jakieś inne. Stojąc przy przejściu dla pieszych, nagle uśmiecha się do nas mały, czerwony lub zielony ludzik – Ampelmännchen, pozostałość po NRD. W kilka sekund wnosi do ulicy ciepło i humor, kontrastując z monumentalnym tłem Berlina; choć drobny, przypomina, że miasto potrafi być też zabawne, przyjazne i… trochę nostalgiczne.
Unter den LindenNieco dalej wchodzimy na wystawę Iconic. Tutaj z miejsca wkraczamy do świata klasyki motoryzacji i designu. Po obu stronach sal błyszczą starannie wyselekcjonowane auta – od kultowego VW Beetle, przez eleganckie Porsche 911, aż po ekstrawaganckie Lamborghini Countach – każdy egzemplarz opowiada swoją historię. Między pojazdami ustawiono różne gadżety, sprzęty i elementy codziennego życia z minionych dekad, które pozwalają poczuć ducha każdej epoki. Całość uzupełniają ekrany multimedialne i instalacje interaktywne, dzięki którym można zobaczyć, jak technologia i kultura kształtowały nasze społeczeństwo. Spacerując między ekspozycjami, czuje się zarówno nostalgię za przeszłością, jak i fascynację nowoczesnością – to prawdziwa podróż w czasie przez świat motoryzacji i designu Berlina.
Wystawa ICONICTeraz zbliżamy się już do najsłynniejszej bramy na świecie – Brandenburger Tor. Zanim jednak jej dotkniemy, schodzimy do pobliskiej stacji metra. Stacja metra Brandenburger Tor to nie tylko punkt komunikacyjny, ale także przestrzeń, która opowiada historię Berlina. Na jednej ze ścian znajdują się fotografie dokumentujące kluczowe momenty związane z Brandenburską Bramą. Wśród nich wyróżniają się:
• Upadek Muru Berlińskiego (9 listopada 1989 r.) – tłumy ludzi zgromadzone przy Bramie, symbolizujące zjednoczenie Niemiec.
• Przemówienie prezydenta USA Ronalda Reagana (12 czerwca 1987 r.) – jego słynne wezwanie „Mr. Gorbachev, tear down this wall!” stało się jednym z najważniejszych momentów zimnej wojny.
• Tłumy ludzi w 1990 roku – zjednoczenie Niemiec i radość z upadku podziału.
Historia Brandenburger Tor w obrazachTe fotografie nie tylko przypominają o przeszłości, ale także wprowadzają refleksję nad przemianami, jakie zaszły w mieście. Spacerując wzdłuż ściany, można poczuć się częścią tej historii, łącząc codzienną podróż z pamięcią o ważnych wydarzeniach.
Wychodząc z metra trafiamy wprost na dzielnicę ambasadorską. W tej najbardziej prestiżowej części Berlina znajduje się kilka ambasad, a wśród nich ambasady Stanów Zjednoczonych, Francji, Rosji i Wielkiej Brytanii. W tym doborowym towarzystwie miejsce znalazła także i nasza, polska ambasada, z której powiewa duża, biało-czerwona flaga. W samym centrum Berlina. Tuż obok Bramy Brandenburskiej. Od razu czujemy się dowartościowani.
Berlin - Brandenburger TorTak podniesieni na duchu podchodzimy do bramy. Trudno nie pomyśleć tutaj o sylwestrowej atmosferze na ZDF – wyobrażamy sobie tłumy ludzi, muzykę i kolorowe światła rozświetlające nocne niebo. W wyobraźni pojawia się także wojskowa czapka Janka z „Czterech pancernych”, którą zostawił tu w kultowej scenie filmu. Powożąca rydwanem bogini zwycięstwa, Nike, z wysokości Brandenburger Tor zdaje się kierować nasze kroki i nadawać rytm całej wycieczce. Jej dumny wzrok i uniesiony wieniec laurowy sprawiają, że każdy krok pod Bramą staje się bardziej uroczysty, a spacer po Unter den Linden nabiera charakteru triumfalnego marszu przez historię Berlina.
Przekraczamy tę historię i wchodzimy do drugiej części Berlina, niegdyś niedostępnej i zamkniętej. Dziś oba światy wyglądają tak samo, muru dzielącego niegdyś miasto szukać tu ze świecą w ręku, jeszcze raz okazuje się, że nie można historii budować na podziałach. Dawne bariery zniknęły, ustępując miejsca ulicom tętniącym ruchem, kawiarniom i sklepom – wszystko to pokazuje, że Berlin zjednoczony potrafi zachować pamięć o swojej historii, nie pozwalając jej przesłonić przyszłości. Spacerując po tych dzielnicach, odczuwa się, że miasto nie tylko przetrwało podziały, ale też nauczyło się z nich czerpać siłę, łącząc różne światy w jedną, dynamiczną całość, w której historia staje się tłem dla życia, a nie jego więzieniem.
Pomnik ofiar HolocaustuDalsza część naszej trasy wiedzie ku Pomnikowi Holocaustu. Składa się on z 2711 betonowych bloków ustawionych w regularnych rzędach na dużym, prostokątnym terenie. Bloki mają różną wysokość – od niskich, sięgających zaledwie kolan, po wysokie, przewyższające człowieka – i są ułożone tak, że tworzą labirynt wąskich alejek. Idąc między blokami, podłoże faluje lekko pod stopami i różnice wysokości bloków sprawiają, że pojawia się poczucie dezorientacji i izolacji – to celowy zabieg, który ma przybliżyć choć w części emocje związane z pamięcią o tragedii. Minimalistyczna forma kontrastuje z intensywnością przeżyć, jakie wywołuje kontakt z historią Holocaustu. Pomnik nie daje gotowych odpowiedzi – zmusza do zatrzymania się, spojrzenia w głąb i osobistej refleksji. Jest miejscem, które łączy pamięć, przestrzeń i emocje, tworząc doświadczenie wstrząsające, a jednocześnie głęboko potrzebne dla zrozumienia historii Berlina i Europy.
Nam w tym spojrzeniu coraz bardziej przeszkadza padający deszcz, ale może właśnie nie, może taka pogoda jeszcze bardziej uwydatnia ogrom tragedii, przecież tamci ludzie też nie mieli wyboru?
Berlin - Unter den LindenWreszcie dochodzimy do Mall of Berlin – centrum handlowo – pamiątkowego, i tutaj dostajemy przerwę. Prawie dwie godziny dla siebie. Trzeba coś zjeść, kupić jakąś pamiątkę z Berlina, czy wreszcie na spokojnie obejrzeć, jak wygląda życie w centrum największej metropolii w Niemczech. A jest ona ogromna. Mieszka tu ponad 3,5 mln ludzi. To więcej, niż w aglomeracji śląskiej, która liczy „tylko” 2,5 mln mieszkańców. Mieszkańcy Berlina często mówią o sobie przede wszystkim jako o Berlińczykach, a dopiero w drugiej kolejności jako o Niemcach. To poczucie lokalnej tożsamości wynika z burzliwej historii miasta – podziały, okupacje, mur berliński i proces zjednoczenia pozostawiły trwały ślad w świadomości mieszkańców. Berlin to miasto wyjątkowe, wielokulturowe i kosmopolityczne, gdzie lokalna przynależność i codzienny rytm życia w stolicy nadają silniejsze poczucie wspólnoty niż odległa, narodowa tożsamość. Ludzie identyfikują się z konkretnymi dzielnicami, tradycją miejską i unikalnym charakterem stolicy, co często przewyższa więź z resztą kraju.
SiegessäuleDwie godziny szybko mijają, wracamy na przystanek, wnet podjeżdża nasz autobus i teraz Berlin zwiedzamy znów przez szyby. Przejeżdżamy w centrum obok Bundesratu, po czym kierujemy się na ogromny Tiergarten. To ogromny, centralny park w Berlinie, który pełni rolę „zielonych płuc” miasta. Zajmuje około 210 hektarów i znajduje się w samym sercu Berlina. Powstał w XVI wieku jako królewski teren łowiecki, a dziś jest miejscem rekreacji, spacerów, biegania, jazdy na rowerze i pikników. W Tiergarten znajdują się liczne aleje, stawy, mostki i pomniki, w tym błyszcząca w słońcu złota Siegessäule – Kolumna Zwycięstwa. Park łączy zieloną przestrzeń z historycznym i kulturalnym dziedzictwem Berlina, oferując mieszkańcom i turystom zarówno spokój, jak i możliwość kontaktu z historią i sztuką w otoczeniu przyrody.
Przejeżdżamy obok Reichstagu, imponującego budynku parlamentu niemieckiego, znanego przede wszystkim z charakterystycznej szklanej kopuły, która pozwala podziwiać panoramę miasta i ma symbolizować przejrzystość władzy. To właśnie tutaj swoją płomienną mowę wygłosił Józef Wajda w obronie języka polskiego w czasie swojej kadencji do pruskiego parlamentu w latach 1908-1912, dziś spoczywający na cmentarzu w Kielczy. Szkoda, że nie możemy tu podejść, zobaczyć z bliska, ale nie da się wszystkiego w Berlinie obejrzeć w jeden dzień. Czy to znaczy, że trzeba będzie tu znów przyjechać?
Kościół PamięciNa razie jedziemy na Zoologischer Garten, gdzie znów wysiadamy i idziemy w kierunku Kościoła Pamięci. Od razu widać, że różni się od wszystkiego wokół – zniszczona, częściowo zachowana wieża kontrastuje z nowoczesnymi budynkami i tętniącymi życiem ulicami Berlina. Ruiny stojące pośród miasta pełnią rolę niemego świadectwa okrucieństw wojny – monumentalny fragment dawnych murów i popękane witraże przypominają, jak wiele zniszczeń przyniosły naloty bombowe, jednocześnie tworząc miejsce pamięci i refleksji w samym centrum tętniącej życiem stolicy.
Nowy Kościół Pamięci Cesarza WilhelmaTuż obok ruin starego kościoła wznosi się nowy budynek, nowoczesna kaplica o prostych, eleganckich kształtach, która kontrastuje ze zniszczoną wieżą. Najbardziej przyciągają uwagę niebieskie witraże, które wypełniają wnętrze delikatnym, niemal mistycznym światłem, tworząc atmosferę spokoju i refleksji.
Wchodzimy do wnętrza nowego kościoła i nagle rozbrzmiewa dźwięk organów – na chwilę myślimy, że trafiliśmy na koncert. Jednak po pewnym czasie intensywny ton staje się tak ostry, że niemal boli, aż w końcu odkrywamy, że to nie występ, lecz strojenie instrumentu. Ten moment dodaje wycieczce nieoczekiwanego kolorytu i przywołuje skojarzenie z naszymi „wycieczkami znienacka”.
PTTK Zawadzkie - Berlin - Europa CenterNa koniec podchodzimy do wnętrza Europa – Center i od razu wzrok przyciąga wysoki na kilkanaście metrów zegar wodny – szklana konstrukcja, w której woda powoli spływa z jednego naczynia do drugiego, odmierzając czas. To niezwykły mechanizm czasu zbudowany z przezroczystych cylindrów wypełnionych wodą, który ma aż 13 metrów wysokości. Działa dzięki zasadzie naczyń połączonych – woda spływa z góry do kolejnych zbiorników, odliczając w ten sposób godziny i minuty. Całość jest kolorowo podświetlona, dzięki czemu zegar przyciąga wzrok zarówno w dzień, jak i po zmroku. Rozkładamy tutaj naszą oddziałową flagę i ustawiamy się do kolejnego, wspólnego zdjęcia, wzbudzając przy okazji nieco poruszenia i dezorientacji wśród przechodzących w pobliżu ludzi. Na całe szczęście, do paniki jednak nie dochodzi i mamy wspaniałą pamiątkę z tego miejsca.
Stary Kościół Pamięci Cesarza Wilhelma  Można by tak całymi godzinami i dniami jeździć po Berlinie i podziwiać jego zabytki, ale my musimy już do domu, Zielona Góra czeka, a w „Kubusiu” obiad, wracamy więc na parking, pakujemy się do autobusu i ruszamy w drogę powrotną. Na granicy niespodzianka – załapujemy się na kontrolę graniczną. Przez lata zdążyliśmy przywyknąć już do otwartych granic traktując je jako coś oczywistego i normalnego, zdążyliśmy już zapomnieć, jak wyglądają, a „Europa bez granic” stała się rzeczywistością, ale brutalna prawda przypomniała nam, że wolność nie jest dana raz na zawsze – trzeba o nią dbać, strzec jej i pamiętać, jak łatwo można ją stracić. Całe szczęście, że dziś kontrola poszła bardzo sprawnie, strażnicy obejrzeli tylko nasze dowody, ale przecież nie tak to miało wyglądać, chyba to znak, że coś z tej swobody i beztroski zaczynamy powoli tracić. Nawet drobna procedura przypomina, że wolność, którą uważamy za oczywistą, wciąż jest delikatna i wrażliwa na zmiany.
Po polskiej stronie natrafiamy na wypadek i wracamy do Zielonej Góry trasą okrężną, przez Świebodzin, ale za to możemy obejrzeć największy pomnik Jezusa w Polsce, na dodatek już nocą, w glorii świateł. Widać go z daleka, góruje nad okolicą rzucając wyzwanie światu. Ma 50 metrów wysokości. I co z tego? Nasz komin i tak jest dwa razy większy.

Dodaj komentarz

Forum jest dla ludzi kulturalnych. Nie obrażaj innych, bądź grzeczny.

Kod antyspamowy
Odśwież

Reklama