Jeszcze się nam nie zdarzyło jechać na rowerach w śniegu. A tu taka niespodzianka. Wstajemy rano, zaglądamy za okno, a tam… biały puch. Niby nic takiego, w końcu mamy koniec listopada, a kiedyś o tej porze na polach zwykła leżeć już gruba warstwa śniegu, która nie dawała za wygraną aż do marca. Dzisiejszy śnieg nijak się ma do puchatej kołdry sprzed lat, ale jest zimno, na termometrze zaledwie zero stopni i jeszcze te chmury na niebie. Całe szczęście, że te ostatnie jakby się zaczynają rozrzedzać, a słońce z każdą minutą coraz śmielej próbuje zza nich wychynąć. Może nie będzie tak źle. A Kielcza czeka. Nowe Łąki czekają. Meta w Lido przygotowana, trzeba zacisnąć zęby i ruszać.
Dobra, zbieramy się pod kinem, tu zaplanowano start i tu spotykają się obie grupy, kijkowa i rowerowa. Niektórzy na ostatni moment decydują się na zmianę, nie jadą rowerem, tylko idą pieszo. W każdym razie rajd się odbędzie, a gdy w końcu ruszamy, niebo jest już czyste. Grupa kijkowa rusza w stronę gazowni na Nowe Łąki, gdzie zamierza eksplorować ciekawą aleję poważnych drzew rosnących w poprzek łąki. Aleję tę widać z szosy na Strzelce, ale trzeba dopiero z szosy zejść i pofatygować się na miejsce, by móc dostrzec piękno i niepowtarzalny urok tej alei. Przy okazji dowiadujemy się, którędy ścieki z oczyszczalni ścieków spływają do Małej Panwi. Mocno już oczyszczone nadal znaczą swoją trasę i nie sposób nie zauważyć, że mimo wszelkich starań dosyć wyraźnie odcinają się na tle przyrody i przypominają, że w okolicy mieszkają ludzie.