PTTK Zawadzkie

Igliczna i Czarna Góra – finał sezonu

Ireneusz Ludwig Utworzono .

MiędzygórzeZakończenie sezonu górskiego – Międzygórze, Czarna Góra i Igliczna

Dziś wyruszamy do Międzygórza – to symboliczne zakończenie naszego sezonu turystyki gór­skiej, sezonu wyjątkowo bogatego w wyprawy i wrażenia. Wędrówkowy finał wieńczymy wej­ściem na Igliczną i Czarną Górę.
Międzygórze to niewielka, ma­lownicza wieś położona w obrębie Masywu Śnieżnika, licząca niewie­le ponad pięciuset mieszkańców. Słynie z licznych drewnianych oraz kamienno-drewnianych budynków w stylu szwajcarskim. Po wojnie powstało tu wiele ośrodków wcza­sowych – najbardziej znane z nich to „Czarodziejka”, „Gigant”, „Han­ka”, „Krokus”, „Mimoza”, „Opo­lanka” i „Słowik”. Ta charaktery­styczna, tyrolska zabudowa wciąż nadaje miejscowości niepowtarzal­ny urok, choć część dawnych pen­sjonatów niestety popada w zapo­mnienie i ruinę.


Grupa nr 2 na IglicznejSpacer po Międzygórzu to jak podróż w czasie – pełna nostalgii, ale i cichej nadziei na lepsze jutro. Kilka budynków odzyskało już dawny blask, znów tętniąc życiem. Mimo to w powietrzu wciąż czuć niewykorzystany potencjał – jakby coś jeszcze nie zagrało tak, jak powinno.
Przyszłość PTTK - na górskim szlakuW drogę ruszamy wczesnym rankiem. Spod Urzędu Gminy wyjeżdżamy punktualnie o siód­mej, a w Fosowskiem dopełnia­my skład wycieczki i kierujemy się w stronę Kłodzka. Największą niewiadomą pozostaje pogoda. Prognozy są niepewne – więk­szość zapowiada deszcz, lecz wśród internetowych przepowied­ni pojawiają się też te bardziej optymistyczne, obiecujące przy­najmniej chwile bez opadów.
Wyruszamy więc z nadzieją i ze słońcem, które delikatnie przy­świeca nam od tyłu. Im bliżej Ko­tliny Kłodzkiej, tym wyraźniej rysują się na horyzoncie sudeckie wzgórza i góry. Nad nimi wiszą ciężkie, ołowiane chmury, miejscami skrywając szczyty. Czasem jednak wiatr rozgania szarą zasło­nę, odsłaniając zalesione wierzchołki, a gdzieniegdzie nawet rozświetlone promieniami słońca zbo­cza.

Na Czarną Górę przez mgłę i wiatr

Czarna Góra - 1203 m n.p.m.Po kilku godzinach jazdy docieramy wreszcie do Przełęczy Puchaczówka. Tutaj wysiadają dwie grupy turystów – trzecia jedzie dalej, prosto do Międzygórza. My natomiast postanawiamy dojść tam pieszo. Ambitniejsza część naszej ekipy rusza zielonym szlakiem na Czarną Górę. Ścieżka od początku wiedzie stromo w górę, a przed nami około trzysta metrów podejścia. Już po chwili zanu­rzamy się w gęsty las i krok po kroku zdobywamy kolej­ne metry wysokości.
Pogoda zdaje się z nami igrać. Wkrótce wokół poja­wia się mleczna mgła, która gęstnieje z każdym metrem. Wygląda na to, że weszli­śmy w sam środek chmury. Jeszcze przed chwilą wierz­chołek Czarnej Góry maja­czył nad nami, teraz jednak zniknął, ukryty pod białą czapą. Nic to – dzielnie idziemy dalej.
Wesoły autobus - PTTK ZawadzkieNagle z oddali, gdzieś ze zbocza, dobiega nas świst wiatru. Brzmi tak osobliwie, że aż trudno go porównać z czymkolwiek. Chwilami zdaje się, jakby pośród świerków krążyły czarowni­ce, startujące właśnie na swoich miotłach. Nie widać ich – giną w zieleni drzew – ale przeraźliwy łoskot i świst odrzutowych mioteł sprawiają, że atmosfera staje się nie­mal magiczna.
To przeżycie naprawdę nie daje się opisać słowami. Ileż razy w książ­kach próbowano oddać dźwięk wia­tru świszczącego wśród gałęzi? Każ­dy zna te literackie opisy, każdy my­śli, że potrafi sobie to wyobrazić. A jednak – dopiero tutaj, pośród gwiż­dżących świerków Czarnej Góry, od­krywamy, że wszystkie te próby były tylko nieśmiałą namiastką rzeczywi­stości. Trzeba stanąć w samym sercu wiatru, by zrozumieć, czym napraw­dę jest jego śpiew.
Niespodzianka na szlaku - zejście po kamieniachCzarownice zostawiamy wkrótce za sobą i kontynuujemy wspinaczkę na Czarną Górę. Korzystając z krót­kiego okienka pogodowego, podziwiamy wyłaniające się z mgły widoki. Wkrótce nadchodzi kolej­na fala zawiei – z nieba spływają pierwsze płatki śniegu tej zimy, zimy, która jeszcze właści­wie nie nadeszła. Z drzew spadają przymarznięte kawałki lodu, ale na szczęście nie pada deszcz.
Szlak w końcu się wypłaszcza i dochodzimy do wierzchołka. Widoczność ograniczona jest do kilkunastu metrów – widać jedynie zbiorowisko kamiennych głazów, żadnej tabliczki nie dostrzega­my, ale wyżej i tak wejść się nie da. Jesteśmy na szczycie – Czarna Góra, 1203 m n.p.m.
Zbieramy się do wspólnego zdję­cia. Opatuleni po uszy, ledwo wi­doczni wśród wiatru, patrzymy w obiektyw z dumą – każdy z nas uśmiecha się do pamiątkowej foto­grafii, mimo że zewsząd gwiżdże i szarpie nas wiatr.
Teraz zaczynamy zejście w stronę Jaworowej Kopy. Początek trasy robi wrażenie – szlak stromo opada po ka­miennym zboczu. Widać, że nasza góra wcale nie była taka łatwa – po prostu podeszliśmy od strony mniej wymagającej. Wkrótce wchodzimy w przepiękny las.
Zatrzymujemy się na krótką chwi­lę przy rozdrożu, gdzie rozchodzą się zielony i czerwony szlak. Pomiędzy bajkowymi świerkami, porośniętymi mchem, ma się wrażenie, że wypełza­ją smerfy. Słychać nawet radosny głos Klakiera i wesoły śpiew niebie­skich ludzików, jakby las sam opo­wiadał nam swoją bajkę.

Ku Iglicznej i „Marii Śnież­nej”

Idziemy dalej zielonym szlakiem, teraz już w stronę Iglicznej. Po drodze łączymy się z niebieskim szlakiem, którym poszła druga gru­pa naszej wycieczki. Ta obeszła Czarną Górę bokiem i najwyraźniej była tu przed nami. Zatrzymu­jemy się tylko na krótką chwilę i ruszamy dalej.
Rodzinne zdjęcie na Wodospadzie WilczkiWkrótce docieramy do miejsca, gdzie szlak… nagle się kończy. Właściwie nie kończy się cał­kiem – w dole widać kolejny niebieski znaczek, ale dzieli go od nas kamienista skarpa, po której trudno się przedostać. Zupełnie jakby autor szlaku zgubił wątek i powiedział: „radźcie sobie sami”. Chwilę oceniamy sytuację, opracowujemy warianty zejścia i stawiamy czoła przyrodzie. Nie uła­twiają nam zadania mokre liście, walające się po mokrych kamieniach, ale wyjścia nie ma. Każdy wybiera własną drogę – jeden idzie bardziej w lewo, drugi obchodzi z drugiej strony – i wkrótce wszyscy meldujemy się na dole cali i zdrowi.
Wodospad WilczkiSchodzimy dalej, aż dochodzimy do schroniska na Iglicznej. Jesteśmy na końcu naszej trasy. Grupa z Międzygórza właśnie rusza w drogę powrotną, a ekipa z niebieskiego szlaku zdążyła już zejść. My jeszcze mamy czas, żeby rozejrzeć się wokół. A jest co oglądać. Obok schroniska wznosi się sanktuarium „Maria Śnieżna”, z ciekawą i długą historią. Powstało w pobliżu miejsca, gdzie pierwotnie stała ludowa figurka Marii z Dzieciątkiem, ustawiona pod rozłożystymi konarami buka. Figurkę przywiózł w 1750 roku z pielgrzymki do Mariazell w Austrii ówczesny wójt Wilkanowa. Była kopią tamtejszej Madon­ny. Piętnaście lat później oko­lice nawiedziła potężna wi­chura, która przewróciła na­wet drzewo, pod którym stała figurka, ale sama figurka po­została nienaruszona. Miej­scowa ludność uznała to za znak od Boga i przeniosła ją w bezpieczne miejsce, a w 1776 roku wzniesiono dla niej nową, drewnianą kaplicę. W latach 70. XVIII w. kaplica przestała mieścić rosnącą liczbę wiernych, którzy przy­bywali tu, słysząc o cudow­nych uzdrowieniach, i w 1782 roku zbudowano nowy, muro­wany kościół. Dwa lata póź­niej dobudowano wieżę, a w miejscu starej kaplicy posta­wiono plebanię.

Wodospad Wilczki i powrót do Międzygó­rza

Wodospad WilczkiObok sanktuarium znaj­duje się schronisko, w któ­rym można napić się cie­płej kawy lub herbaty. Chętnie korzystamy z tej okazji, a po krótkim odpo­czynku ruszamy w dół, w stronę Wodospadu Wilczki.
Trasa prowadzi malow­niczym szlakiem, okraszo­nym złotą paletą liści szy­kujących się do listopado­wego „listopadania”. Z od­dali zaczyna dobiegać szum kotłującej się wody – niechybny znak, że wodospad jest już blisko. Ścieżka skręca w prawo, ku stromej skarpie, na szczę­ście wyłożonej kamiennymi schodami. Schodzimy nimi ostrożnie w dół, aż wreszcie naszym oczom ukazuje się on – wspaniały, majestatyczny Wodospad Wilczki.
Wodospad WilczkiDawniej zwany Wodogrzmotami Żeromskiego, jest drugim co do wysokości wodospadem w polskich Sudetach, zaraz po Wodospadzie Kamieńczyka w Szklarskiej Porębie. Ma 22 metry wyso­kości, a za jego progiem ciągnie się malowniczy wąwóz o długo­ści około 20 metrów i głęboko­ści 15. To jedna z największych atrakcji na trasie naszej wy­cieczki. Schodzimy pod barierki na tarasie widokowym, zatrzy­mujemy się na chwilę i uwiecz­niamy ten moment na pamiąt­kowych zdjęciach – będzie co wspominać.
Z wodospadu do Międzygórza pozostaje już tylko kilka kro­ków. Wkrótce wychodzimy na łono cywilizacji i kierujemy się w stronę „Alpejskiego Dworu”, gdzie czeka na nas zasłużony obiad. Choć do celu nie jest da­leko, droga wiedzie pod górę – bardziej stromo, niż się spodzie­waliśmy. Zmęczenie daje o so­bie znać, ale wizja gorących kotletów skutecznie dodaje nam sił. Jeszcze chwila, jeszcze kilka kro­ków – i meldujemy się w restauracji, szczęśliwi, że zakończyliśmy ten wyjątkowy dzień w górach.

Gościnny „Alpejski Dwór”

Obiad w Alpejskim DworzePensjonat „Alpejski Dwór” wita nas przestronną salą z efek­townym kominkiem pośrodku. Ciepły płomień tańczy w ogniu, rozlewając po sali przytulne światło i ciepło, które spływa na nasze zmęczone ciała niczym miód po łyżce. Zastawione stoły czekają na naszą gościnę, a ich widok przypomina, że dziś na­prawdę daliśmy z siebie wszyst­ko – nawet ci, którzy jeszcze przed chwilą twierdzili, że nie są głodni, nagle odkrywają, jak bar­dzo potrafi burczeć w brzuchu po całym dniu w górach.
Na kanapie pod oknem wyle­guje się emerytowany kot, niezmącony naszym przybyciem. Z miną konesera przyjmuje głaski od tych, którym wciąż mało ciepła. My zaś zasiadamy do stołów i z niecierpliwością czekamy na obiad. Nie trzeba długo czekać – już po chwili na stoły wjeżdżają zasłużone kotlety. Choć „kotlety” to w tym przypadku zbyt skromne słowo. Bywaliśmy już w niejednej jadłodajni i próbowaliśmy wielu menu, ale takich ogromnych, złocistych potworów jak tutaj jeszcze nigdzie nie widzieliśmy. Każdy z nich wielkości całego talerza, aromatyczny, chrupiący i… niepokojąco szybko znikający. Normalnie taka porcja wystarczy­łaby na trzy dni, a tutaj – pochła­niamy ją z apetytem, jakbyśmy nie jedli od tygodnia.
Alpejski Dwór w MiędzygórzuNa uwagę zasługuje niezwykle sympatyczna obsługa. Panie poda­jące posiłki są przemiłe i uśmiech­nięte, a właścicielka pensjonatu – prawdziwa dusza tego miejsca – od razu zjednuje sobie wszystkich. Jest bezpośrednia, serdeczna i uważna. Co chwilę dopytuje, czy niczego nam nie brakuje, czy sma­kuje, czy może dolać soku albo przynieść jeszcze surówki. Z każ­dym potrafi zamienić kilka słów, a w chwilach porywu spontanicznie ściska się z nami, jakby znała nas od lat. W jej obecności trudno czuć się jak gość – raczej jak część wielkiej, górskiej rodziny.

Zakończenie w rodzinnej atmosferze

W takiej też, rodzinnej atmos­ferze kończymy obiad i wycho­dzimy na taras, by zrobić wspól­ne, pamiątkowe zdjęcie. Teraz pozostaje już tylko zejść na par­king, gdzie czeka nasz autobus. Cóż – pora wracać do domu.
Wycieczkę kończymy w wy­bornych humorach, mimo że po­goda tym razem robiła, co mogła, by nas zniechęcić. Ostatecznie jednak ustalamy, że nie tyle prze­szkadzała, co po prostu… nie po­magała. Wyprawa była doskonałą okazją do odświeżenia naszych relacji, a jeszcze bardziej cieszy fakt, że w naszym gronie po­jawiły się całe rodziny z dziećmi.
Wycieczka do Międzygórza - 25 X 2025To budujące, że do naszej tu­rystycznej społeczności przeko­nują się nowi ludzie, wnosząc ze sobą świeżą energię i entuzjazm. W tej wycieczce uczestniczyło aż dziesięcioro dzieci – przyszłych adeptów PTTK, małych odkrywców górskich ścieżek, którzy z pewnością niejedno jeszcze zdobędą. Patrząc na nich, z uśmiechem myślimy, że przyszłość naszych wędrówek jest w dobrych rękach.

Pożegnanie sezonu

Sezon górski dobiegł końca, a my wracamy do domu z sercami pełnymi wrażeń, wspomnień i ra­dości ze wspólnie spędzonego czasu. Choć pogoda tym razem nie zawsze była łaskawa, każda chwila wśród gór, lasów i wodospadów przypomniała nam, dlaczego kochamy te wędrówki. Teraz pozostaje tylko odliczać dni do kolejnej wyprawy – do kolejnych szlaków, widoków i spotkań, któ­re znów wypełnią nasze plecaki przygodą i uśmiechem.
To jak, kiedy następna wycieczka?

Komentarze  

0 # Hania 2025-11-02 10:59
Następnym razem może znajdziemy wieżę która podobno jest na szczycie
Odpowiedz | Odpowiedz z cytatem | Cytować

Dodaj komentarz

Forum jest dla ludzi kulturalnych. Nie obrażaj innych, bądź grzeczny.

Kod antyspamowy
Odśwież

Reklama