Rajd Rododendrona
Tegoroczny Rajd Rododendrona odbył się już po raz szesnasty. Tradycja tej wyjątkowej, rododendronowej przygody z roku na rok przyciąga swoich miłośników i nie inaczej było również tym razem. Te okazałe, pachnące kwiaty zakwitają pod koniec maja, stwarzając niezwykłą okazję dla koneserów.
Dziś dwie grupy rowerowe wyruszają ku polanie Stodoła w Kątach, jakby prowadzone zapachem wiosny. Kamienie Szlachetne, wierne tradycji, ruszają z rynku w Strzelcach Opolskich, by sunąć przez majowe łąki i ciche lasy, gdzie świat zdaje się pulsować swoim własnym rytmem. Z każdym kilometrem zanurzają się głębiej w zieleni, aż wreszcie giną w sosnowym borze oplatającym zamek w Kątach. Nasyceni światłem, zapachem i śpiewem ptaków, podążają dalej, aż docierają na przytulną polanę — miejsce spotkania, odpoczynku i mety dzisiejszego rajdu.
Gdy wyłaniają się spośród ostatnich gałęzi i wtaczają na polanę, znajomy zapach pieczonej kiełbaski snuje się już po łące, przywołując myśl, że obok duchowej uczty przyda się też coś bardziej przyziemnego.
Król grilla krząta się przy ognisku, czujnym okiem doglądając żaru i pilnując, by wszystko było dopieczone jak należy. Kiełbaski muszą być perfekcyjne — wszak i towarzystwo jest wyjątkowe, a w takim gronie nie ma miejsca nawet na najmniejsze kulinarne potknięcie.
Druga grupa wyrusza z Placu Hutnika w Zawadzkiem, rozpoczynając naszą leśną opowieść przy pobliskim Źródełku. Dalej ścieżka prowadzi nas to w prawo, to w lewo, jakby igrała z kierunkiem, a my zdajemy się na instynkt przewodnika, wierząc, że las nie skrywa przed nim żadnych tajemnic.
Po chwili mijamy „leśną restaurację”, gdzie na co dzień ucztują jelenie. Dziś jednak stoły pozostają puste, a jedynymi gośćmi zdajemy się być my sami. Nieskuszeni menu natury, żartobliwie żegnamy to miejsce i ruszamy dalej, unoszeni rytmem drogi i zapachem lasu.
Po kilku kolejnych zakrętach, gdy kierunki zaczynają się mieszać, a pewność drogi ustępuje ciekawości, ku zaskoczeniu wszystkich wyjeżdżamy na Bagienko. To zaciszne, niemal ukryte miejsce wabi ciszą i spokojem, otulone subtelną aurą tajemnicy. Przecinający je leśny strumyk dodaje mu miękkiego, kojącego brzmienia, a stojący przy trakcie krzyż dopełnia nastroju zadumy.
Zatrzymujemy się, przysiadamy na pobliskiej ławeczce i przez chwilę mamy wrażenie, że moglibyśmy tu zostać na dłużej. Zieleń wokół pulsuje budzącym się życiem — i zdaje się, że niczego więcej nie potrzeba. Napawamy się magią tego miejsca, lecz w końcu przychodzi chwila, by ruszyć dalej. Wsiadamy na rowery i znów zanurzamy się w ciche ostępy sosnowego boru. Kręcimy żwawo, jakby droga sama niosła nas naprzód, aż wreszcie wyjeżdżamy na polanę Stodoła, gdzie — jak już wiemy — król grilla dopracowuje ostatnie szlify przy skwierczących kiełbasach.
Jesteśmy na miejscu. W komplecie.
Gospodarze witają nas zapachem ogniska, kubkiem gorącej kawy i serdecznością, której nie da się przecenić. Rozsiadamy się przy stolikach, nasyceni drogą i chwilą, dumni z osiągniętego celu. To kolejny mały krok na naszej trasie — a jednak każdy z nich smakuje jak coś naprawdę wielkiego.
Czas płynie tu lekko i radośnie, w doborowym towarzystwie — kiełbaski znikają niepostrzeżenie, a śmiech miesza się z zapachem ogniska. Wkrótce zasiadamy do konkursów sprawnościowych: rzutów kuleczkami i rzutkami. Z pozoru proste zadania, które wydają się niemal banalne… dopóki patrzy się z boku.
Gdy jednak stajemy po drugiej stronie, wszystko nabiera nowego wymiaru. Nagle okazuje się, że precyzja wymaga skupienia godnego uczonych, a każdy rzut urasta do rangi wyzwania niemal naukowego. Szybko przekonujemy się, że nauka naprawdę trwa całe życie.
Podejmujemy więc nasze „noblistyczne” próby — z uśmiechem, dystansem i rosnącą determinacją — i już po chwili cieszymy się z każdego, nawet najmniejszego sukcesu. Na koniec okazuje się, że wygrywają wszyscy: jedni nieco bardziej, inni odrobinę mniej, ale każdy wychodzi z poczuciem zwycięstwa i radością wspólnego osiągnięcia. Na laureatów czekają nagrody, a na wszystkich — satysfakcja z kolejnego udanego spotkania i małego, wspólnego sukcesu.
Tak oto impreza powoli dobiega końca. Zaczynamy się pakować, jeszcze przez chwilę przeciągając rozmowy i niechętnie żegnając się z miejscem, które zdążyło już stać się na moment naszym wspólnym przystankiem. Powoli rozjeżdżamy się do domów, każdy w swoją stronę, niosąc ze sobą zapach lasu, echo śmiechu i obraz majowej zieleni.
Rododendrony obejrzane, trasa przejechana, zadanie wykonane. A jednak pozostaje coś więcej — poczucie dobrze spędzonego czasu i spotkania, które zostaje w pamięci dłużej niż sama droga.
I już teraz wiemy, że za rok znów tu wrócimy — do tej samej przygody, tych samych miejsc i tego samego, niepowtarzalnego klimatu.![]()
![]()
![]()
![]()
![]()
![]()
![]()
