Jedziemy na Nienacka
Niedzielny poranek przywitał nas miłym słoneczkiem, jednak im dalej posuwało się ono na niebie, tym bardziej chowało się za nasuwającymi się chmurami, aż w końcu całkiem za nimi zniknęło, a nam pozostała ponura aura nie do końca jeszcze zrezygnowanej zimy. Tak czy inaczej o czternastej - to już tradycyjna pora Rajdów Znienacka – spotykamy się przy Biedronce. Do samego końca trwaliśmy w niepewności, ilu chętnych się znajdzie na ten dość wymagający wypad. W planie bowiem jest Nienacek, najwyższa góra naszej gminy, jechać trzeba rowerem, bo żeby dojść tam piechotą, to trzeba się wybrać z rana, temperatura niewiele ponad plus sześć, zaciągnięte niebo i perspektywa, że nas jeszcze zmoczy, bo w prognozach pojawiły się opady. Już nawet parking przed Biedronką lekko skropiony, ale na miejscu okazuje się, że chętni są, nawet spora grupka, więc wkrótce ruszamy.
Pierwsza sprawa, to trasa. Chcemy jechać przez łąki i las, minąć Żędowice bokiem i dopiero w drodze powrotnej zahaczyć o Żędowice i asfaltem wrócić. Okazuje się jednak, że w Żędowicach czeka na nas jeszcze uzupełnienie grupy, decydujemy więc, że jedziemy na odwrót, najpierw do Żędowic, tam kompletujemy grupę i jedziemy na Nienacka. Tak też się dzieje. Pada komenda „start” i ruszamy. Elegancką drogą asfaltową dla rowerów czmychamy w stronę żędowickiego rynku, gdzie dołącza do nas Janusz. Trochę musimy na niego czekać, najpierw zza uchylonej furtki wyłania się głowa psa, za nią młoda opiekunka, potem chwilę nic, pojawia się druga białogłowa i wreszcie na żędowicki rynek wytacza się rower, a za nim czerwona kurtka i Janusz.