Rajd Ziemi Strzeleckiej 2025

Ireneusz Ludwig Utworzono .

Rajd Ziemi Strzeleckiej 2025Na trasę rajdu wyruszamy tradycyjnie już spod Biedronki i choć Rajd Ziemi Strzeleckiej zaczyna się w Strzelcach Op., my jedziemy na Osiek, gdzie dołączymy do grupy. Dziś to nie my jesteśmy gospodarzem rajdu, występujemy w roli go­ści, a czeka nas sporo kilome­trów. Gdybyśmy chcieli prze­jechać cały rajd, od Strzelec do mety także w Strzelcach Op., to musielibyśmy przejechać ponad 100 km i na dodatek jeszcze wyjechać wcześnie rano, by zdążyć na rozpoczęcie pod strzeleckim ratuszem. Je­dziemy więc trochę na skróty, zaczynamy w Zawadzkiem i podążamy na Osiek. Trasa tro­chę krótsza, ale i tak przed nami ponad 70 kilometrów. Dzień wita nas zachmurzonym niebem, powietrze jest parne, ale mamy nadzieję, że po drodze nie zmokniemy.
Przejeżdżamy jak zwykle przez strzelecką szosę i pędzimy prosto w las, na Nowe Łąki. Wnet mijamy rozdroże na Łaziska, najpierw lewo, potem w prawo i tym razem prosto już na Osiek – dro­ga prościutka, gładka i ciągle lekko z górki. Mijamy kolejne kwartały lasu, wyjeżdżamy obok cał­kiem świeżego młodnika, a tutaj niespodzianka – po prawej stronie pasie się dzik z młodymi. Chyba ich pięć było, może sześć. My w peł­nym pędzie, dziki zaskoczone jesz­cze bardziej niż my, i nagle patrzy­my, a gromadka warchlaków zabiera się do sprintu za swoją matką. My skonsternowani nawet nie zdążyli­śmy zareagować, patrzymy tylko, czy dziki pędzą na nas, czy od nas. Pędzą od nas. Całe szczęście, wy­straszyły się nas bardziej, niż my ich i pędzą ile sił w kierunku wysokiego lasu.

Osiek - czekamy na grupę ze Strzelec Op.Kątem oka obserwujemy, czy czasem nie skręcają i czy ich matka jednak nie postanowiła zamiast uciekać, przegonić nas, ale nie, pę­dzie przed siebie, młode za nią i wszyscy rozstajemy się bez żadnych strat. Ani my, ani one. A maciora duża była. Dopiero teraz do­ciera do nas, że przed dzikami, zwłaszcza z młodymi, należy uważać i w razie co schodzić im z dro­gi i sumie tak też zrobiliśmy, choć trochę nieświadomie.
Poczęstunek na Ptasim StawkuDobra, spotkanie z dzikami mamy już za sobą. To by było chyba na tyle, jeśli chodzi o przyrod­nicze aspekty dzisiejszego rajdu. Rajd pod znakiem dzika. Jedziemy dalej, wnet między drzewami pojawia się prześwit, z niego wyłaniają się łąki i zabudowania. Jesteśmy w Osieku. Dużo przed cza­sem, mamy prawie godzinę czasu. Powoli dojeżdżamy do centrum, oglądamy domostwa, jest sobo­ta rano, czas sprzątania i zamia­tania. Przejeżdżamy pod Zielo­ną Oberżą, czuć jakimiś rolada­mi, ale tym razem mijamy ją z boku i zatrzymujemy się na po­bliskim skrzyżowaniu z ławecz­ką między drzewami. Tutaj cze­kamy na grupę ze Strzelec Opolskich. Są już w Rozmierce, wkrótce tu będą. I rzeczywiście, po kilkunastu minutach poja­wiają się pierwsi rowerzyści.

Ptasi Stawek w SpórokuNie ma ich dużo, pięciu, sze­ściu, pytamy, tylko tylu was jest? Nie, to dopiero początek, reszta zaraz nadjedzie i faktycz­nie, po chwili zza zakrętu wyła­nia się cała grupa i jest… ogromna. Wtapiamy się w nią i pędzimy teraz już z nimi na Ka­dłub. W Kadłubie skręcamy w prawo i zatrzymujemy się na chwilę na wylocie. Tuż obok pasie się stado krów z młodymi, a te sprawiają wrażenie tak zaskoczonych naszą obecnością, że nawet prze­stały rzuć bacznie się nam przyglądając. Patrzcie, ile ludzi, patrzcie dobrze, bo nie wiadomo, kiedy znów tylu zobaczycie. My się też im przyglądamy. Robimy kilka zdjęć i ruszamy dalej. Teraz już na Spórok.
Początek rajdu w Strzelcach Op.Jedziemy wzdłuż torów, nieczynnej linii kolejowej ze Strzelec Op. do Fo­sowskiego. Linia zarośnięta krzewami i drzewami, co kilkadziesiąt metrów straszą puste słupy trakcyjne, kilka­krotnie przejeżdżamy przez tory, nie ma szans, żeby tu trafić na jakiś po­ciąg, nawet największy nie dałby rady przyrodzie, która zdążyła się zagościć na nieczynnej linii, najpierw trzeba by ją wykarczować. Tuż przed Spórokiem opuszczamy tory i wjeżdżamy w las, skąd po paru zakrętach wyjeżdżamy obok stacji PKP w Spóroku, kolejnym świadku upadku kolejnictwa w Polsce. Mijamy ten tętniący niegdyś życiem posterunek i wyjeżdżamy na Ptasim Stawku.
Tutaj chwila postoju. Organizatorzy przygotowali poczęstunek. Na stoły wjeżdża kawa, herbata i pyszny kołocz. Na Ptasim Stawku miast ptaków – koncert żab. Koncertują na całego. Nie widać ani jednej, bo w stawie mało wody, na dodatek zarośnięty sitowiem, ale słychać je doskonale. Odpoczy­wamy przez chwilę, zbieramy siły do dalszej jazdy i wnet ruszamy.
Nasza grupa w KadłubieWyjeżdżamy na Spóroku, skręcamy w prawo do Sta­niszcz i leśnym asfaltem je­dziemy na kolejny przysta­nek, tym razem na drezyny. Po drodze z nieba zaczyna sączyć się mżawka, która stopniowo się nasila. Słońca na niebie nie ma już wcale. Przy drezynach wdziewamy przeciwdeszczowe odzienie, co kto tam ma i jedziemy na Amazonkę. Tutaj zatrzymu­jemy się na dłużej, a z nieba zaczyna lać prawdziwy deszcz. Całe szczęście, że możemy się schować pod licznie ustawionymi tutaj pa­rasolami. Przeglądamy pro­gnozę pogody, ma padać do drugiej, potem znów sucho. Na razie nic nie wskazuje, by deszcz miał przestać padać, ale czekamy w minorowych nastrojach, przez myśl przechodzi nawet, że może w takich warunkach odpuścimy i nie pojedziemy do tych Strzelec, tylko wrócimy do Za­wadzkiego? Grupa strzelecka nie ma takiego dylematu, bo do Strzelec już wrócić musi, oni jadą już z powrotem, my, choć jedziemy już kilka godzin, ciągle jesteśmy praktycznie w miejscu. Na szczęście jednak deszcz zdaje się ustawać, a w końcu chyba na­wet całkiem przestaje.
Burmistrz Strzelec wręcza dyplomyWykorzystujemy okazję i ru­szamy dalej. Trochę skracamy trasę, omijamy Zamek Kąty i je­dziemy prosto na Łaziska, do re­stauracji Urbana. Tutaj kolejny postój i kolejna chwila na odpo­czynek. Z górki obok restauracji wypatrujemy Góry Św. Anny, niełatwo ją dostrzec, ale jest, wi­dzimy ją. Strzelce też już trochę widać. Do końca rajdu niewiele pozostało. Wsiadamy na rowery i pędzimy na Piotrówkę, potem na Gąsiorowice i przez las na Strzelce. W lesie mijamy przydrożny wiatrak, nieodłączny atrybut wy­cieczek Kamieni Szlachetnych, po lewej stronie machamy Szczepankowi i przyglądającemu się nam drewnianemu kościołowi, po czym lądujemy na drodze wlotowej w Strzelcach.
Tutaj zatrzymujemy się, szefostwo grupy przygotowuje się do zabezpieczenia nam przejazdu przez Strzelce i gdy wszyst­ko jest gotowe, ruszamy do triumfalnego wjazdu na strzelecki rynek. Trasę toru­je nam nawet strzelecka po­licja, która w odpowiednim momencie zatrzymuje ruch na głównej ulicy pozwalając przejechać na plac zamkowy, a za nim na za­bytkowy park, gdzie znajdu­je się meta rajdu.
Zabytkowy Ford z 1911 r.Na miejscu czeka na nas namiot z przygotowanym posiłkiem. Zasiadamy do stołu i delektujemy się bigo­sem. Nie macie pojęcia, jaki bigos może być smaczny. Do tego bułka, kawa, herba­ta i wesoła atmosfera. Teraz wspominamy przebytą dro­gę, przygody, kaprysy pogody i jesteśmy dumni, że dojechaliśmy do celu.
Po posiłku losujemy nagrody. Każdy dostaje coś dla siebie. Nie ma przegranych, wszyscy wygrywa­ją. Losujemy numerki i cieszymy się z wygranej. Po chwili dołącza do nas nieodwołany burmistrz Strzelec i następuje chwila wręczenia dyplo­mów i pucharów. My też dostajemy pamiątkowy dyplom z podziękowa­niem za udział w rajdzie. W sumie i bez tego jesteśmy zadowoleni, tro­chę nawet czujemy, że to my bar­dziej powinniśmy podziękować za możliwość uczestniczenia w rajdzie, w każdym jednak razie wykorzystu­jemy okazję do uściśnięcia dłoni burmistrza – teraz mamy już znajo­mości w strzeleckim ratuszu, jakby co.
Obok naszego namiotu wystawa zabytkowych samochodów. Największe wrażenie robi Ford z 1911 roku. Na chodzie. Jego właściciel oferuje burmistrzowi darmową przejażdżkę po parku. Bur­mistrz wsiada do wozu, a Tomek łapie za korbę. Dwa obroty i stary silnik zaskakuje. Jakby co, to przejażdżka burmistrza udała się dzięki nam.
Na tle murów strzeleckiego zamkuPo zakończeniu rajdu robimy jeszcze pamiątkowe zdjęcie na tle murów strzeleckiego zamku, po czym zabieramy się w powrotną drogę. Mamy już wyjechać, gdy dostrzegamy, że na ratuszowej wieży ktoś jest, a dzi­siaj przecież można ją chyba zwiedzać.
Podjeżdżamy więc pod ratusz i faktycznie, wieża otwarta, miła pani przy drzwiach wpisuje tylko do pamiątkowej księgi, że na górę wchodzi 5 sztuk z Zawadz­kiego i pniemy się po schodach. Te z kręgu na kręg coraz węższe, na sam koniec trzeba się już prze­ciskać, ale wreszcie wychodzimy na taras widokowy. Pierwszy raz mamy okazję obejrzeć Strzelce Op. z tej perspektywy. Robimy zdjęcia, napawamy się widokami, na północ widać Górę Św. Anny, patrzymy także w drugą stronę, a tutaj dostrzegamy komin hutni­czy z Zawadzkiego – patrzcie, tam jeszcze musimy dziś doje­chać.

Strzelce Op. - na ratuszowej wieżyW dali majaczy też sylwetka jakiegoś kościoła. To prawdopodobnie Lubecko, ale musimy to jeszcze zweryfikować. Schodzimy z wieży, wsiadamy na rowery i jedziemy do domu. Po drodze za­trzymujemy się przy ko­ściółku w Szczepanku, ale ten niestety zamknięty, od razu przypomina się ko­ścielne wezwanie „Otwórz­cie drzwi Chrystusowi” – no właśnie otwórzcie! Nie­pocieszeni zawracamy i je­dziemy dalej. Po drodze mijamy jeszcze Jemielnicę, później znów Łaziska, po czym w końcu lądujemy u celu. Przejechaliśmy 74 ki­lometry, ale nikt nie czuje zmęczenia, wszyscy w świetnych nastrojach i w takich rozchodzimy się do domów. Do zobaczenia na­stępnym razem.

Dodaj komentarz

Forum jest dla ludzi kulturalnych. Nie obrażaj innych, bądź grzeczny.

Kod antyspamowy
Odśwież

Reklama